https://www.plastech.pl/wiadomosci/jak-reklamowac-polska-branze-chemiczna-970 · 14.10.2026

Jak reklamować polską branżę chemiczną?

2007-10-05
Jak reklamować polską branżę chemiczną?

Wizerunek polskiej branży chemicznej w oczach opinii publicznej jest zły. Co gorsze ten negatywny przekaz fatalnie służy firmom działającym w tym sektorze. Winni tej sytuacji są sami zainteresowani, którzy nie potrafią skutecznie pokazywać zalet własnej działalności oraz organizacje ekologiczne, które często niesprawiedliwie atakują branżę. Co więc robić, by reklamować przemysł chemiczny jako coś pozytywnego? - Nad tymi zagadnieniami zastanawiali się uczestnicy debaty z okazji IV Forum Ekologicznego Branży Chemicznej, które odbyło się w Toruniu.

Inicjatorem i organizatorem Forum jest Sekretariat Programu „Odpowiedzialność i Troska”. W tym roku przypada 15-lecie funkcjonowania Programu w naszym kraju. Dotyczy on publicznego i dobrowolnego zobowiązania się przedsiębiorców do realizacji działań związanych z poprawą swej działalności w zakresie ochrony środowiska. Trzydniowe Forum trwa od środy. Jednym z jego najważniejszych punktów była dyskusja panelowa zatytułowana „Twarz polskiej chemii".

Wzięli w niej udział Joanna Wernel z CEFIC (Europejskiej Komisji Przemysłu Chemicznego); Agnieszka Oleszkiewicz - redaktor naczelna magazynu Ekopartner), Jerzy Majchrzak - dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego), Krzysztof Kaczorowski z firmy Anwil, Dominik Antonowicz - socjolog z toruńskiego UMK oraz Piotr Wielgus z partii Zieloni 2004.

Debacie przysłuchiwali się menadżerowie, przedsiębiorcy i inne osoby, mające na co dzień kontakt ze światem przemysłu chemicznego.

Wszyscy próbowali odpowiedzieć na pytanie, dlaczego obraz polskiego przemysłu chemicznego w mediach i społecznym odbiorze jest tak zły oraz co zrobić by zmienić tę sytuację.

- Niestety od lat nie potrafimy sobie poradzić ze stereotypami. A to one decydują o tym, że np. telewizja, mówiąc o chemii, zawsze pokazuje jej złe strony, wskazuje na fakt, że zatruwa ona środowisko - oceniał Krzysztof Kaczorowski z Anwilu. - Nie ma przekazu, który nie eksponowałby np. wielkiego dymiącego komina. Tymczasem, to nie jest tak, że to branża chemiczna generuje najwięcej zanieczyszczeń. Przecież 90 proc. z nich pochodzi od przemysłu energetycznego. A o tym się kompletnie nie mówi. Zastanówmy się nad swoimi błędami bez obrażania się na kogokolwiek innego.

W internecie też jesteśmy słabi. Dlaczego nawet poprzez strony www. nie pokazujemy swojej przyjaznej twarzy. Skoro branża sama nie potrafi zadbać o swój wizerunek, to nic dziwnego, że jest na zewnątrz tak źle postrzegana – mówił Kaczorowski.

- Dzieje się tak, jak pan mówi, bo uznaliśmy, że skoro to media nam tę „gębę” przyprawiły, to one same powinny ją zdjąć i zauważyć, że np. od czasu kiedy jesteśmy w Unii Europejskiej, to siłą rzeczy musimy spełniać wiele środowiskowych standardów. Tymczasem media same nie zmienią swego sposobu patrzenia na nas - dodawała Agnieszka Oleszkiewicz.

Zdaniem socjologa, Dominika Antonowicza wyjście z kryzysu jest dość proste. - Ta branża kompletnie nie ma PR. Tymczasem w tej materii potencjał jest ogromny. Nikt z państwa, opowiadając o swojej działalności, nie mówi o wynalazkach, o tym, że chemia zmienia świat na lepsze. Na tę stronę powinniście zwracać największą uwagę. Przekaz powinien być kierowany w ten sposób, by podkreślać pozytywne znaczenie chemii dla rozwoju świata, pokazywać ilu rzeczy nie udałoby się osiągnąć, gdyby nie wynalazki chemiczne - tłumaczył Antonowicz.

- Żyjemy w erze tworzyw sztucznych. I tym właśnie trzeba się chwalić, bez dokonań chemii ten postęp nie byłby możliwy. W przeciwnym razie zawsze będzie funkcjonował prosty, ale fałszywy podział na dobrych ekologów, którzy ratują planetę i zły przemysł chemiczny, który ją niszczy – analizował socjolog.

Wiele gorzkich słów padło w stronę ekologów, którzy zdaniem części rozmówców, dla własnych celów politycznych walczą z przemysłem. Nie zgadzał się z tym przedstawiciel Zielonych 2004. - Wolałbym byśmy się zastanowili, czy produkty wytwarzane przez państwa zakłady są na tyle istotne dla społeczeństwa, by musiało ono płacić cenę w postaci degradacji środowiska. Poza tym przesadzacie z demonizowaniem ekologów. Poważni ekolodzy nie zajmują się bowiem przykuwaniem do kominów i blokowaniem produkcji w zakładach, ale działają, tak jak Zieloni, na forum Parlamentu Europejskiego. Tam właśnie tworzymy regulacje prawne, które mają wpływ na funkcjonowanie przemysłu - tłumaczył Piotr Wielgus.

Kontratakował Jerzy Majchrzak z PIPCh. - Jeszcze w 1990 r. w Unii Europejskiej było zaledwie 18 uregulowań środowiskowych. Teraz jest ich aż 903. Ta metoda prowadzi donikąd. Nagle wszystko jest warunkowane aktami prawnymi - oceniał.

Wskazywał też co należy robić, by było lepiej. - Najważniejszą naszą rolą jest informowanie społeczeństwa o tym co w ogóle robimy. Długo w naszym kraju było bowiem tak, że robiliśmy swoje i tak naprawdę mało, kto wiedział jak wygląda produkcja w przemyśle chemicznym. Nas też nie obchodziło, co o nas myślą odbiorcy, a więc konsumenci. Tymczasem ich opinia ma kluczowe znaczenie dla naszego powodzenia. Dzielmy się tą wiedzą, przecież nie mamy nic do ukrycia - nawoływał.

Apelował też, żeby nie przesadzać z zagrożeniami natury ekologicznej. - Kiedyś faktycznie, polskie zakłady były trującymi wulkanami. Ale teraz świadomość skutków, jakie niesie za sobą zaniedbanie w tym obszarze jest bardzo duża. I emisję zanieczyszczeń się ogranicza. Każdy wie, że jeśli tego nie zrobi, to zatruje siebie, swoje dzieci. Nikt nie jest głupcem - oceniał.

Zwrócił też uwagę na inny ciekawy aspekt. – Konkurencja w całym przemyśle nie zawsze jest uczciwa i nieraz przy wykorzystaniu mediów próbuje się walczyć z naszą branżą, zresztą nie tylko naszą. Weźmy taki przykład, oto badania dowiodły, że przy zwykłym praniu nie trzeba stosować takiej ilości proszku, do której przekonują nas ich producenci. Okazuje się, że efektywność prania będzie równie wysoka, kiedy zmniejszymy użycie proszku nawet o połowę – dowodził Majchrzak. - Ale o tym się nie mówi, bo przecież i producenci i media, jako reklamobiorcy, nie mają w tym interesu. Jedni chcą sprzedać ten proszek, drudzy zarobić na jego reklamie. A jakie oszczędności dla ekologii wynikałyby z faktu, gdyby używano go mniej i potem mniej trafiałoby do ścieków? Tyle, że o takich sprawach się milczy – podsumowywał dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

- Państwo w dalszym ciągu próbują grać w grę, którą narzucają wam ekolodzy. Usprawiedliwiacie się dowodząc, że spełniacie standardy ekologiczne, a wasza działalność jest od kilku lat przyjaźniejsza środowisku - mówił Antonowicz. - Tymczasem trzeba porzucić ten język i odwrócić punkt widzenia. Akcentować, to co w waszej działalności nowoczesne, polskie, przydatne do codziennego funkcjonowania, konkurencyjne i zmieniające świat na lepsze.

Podobnie myślał Jerzy Wiertelorz, prezes zarządu spółki Petrochemia – Blachownia. - Ciągle tłumaczymy, że mniej ścieków zanieczyszczamy, mniej gazów emitujemy, chloru i innych szkodliwych substancji, że wdrażamy kolejne środowiskowa rozwiązania, spełniamy coraz więcej unijnych norm ekologicznych.

Co to oznacza dla zwykłego odbiorcy? Otóż oni dostają taki sygnał, że trujemy tak jak żeśmy truli wcześniej, tylko trochę mniej. To bez sensu. Tymczasem chemia leczy, żywi, ubiera, buduje. To, że czasem szkodzi, wynika z tego, że jest źle wykorzystywana przez ludzi. Nikt nie mówi, że to samochody zabijają. Zabijają kierowcy, którzy nimi kierują - przyznał Wiertelorz.


Czytaj więcej:
Ekologia 957