Prof. Igor Čatić: Prawda o biotworzywach
Prezentujemy przysłany nam tekst, którego autorem jest prof. Igor Čatić z Uniwersytetu W Zagrzebiu w Chorwacji.
Napisany przez naszego chorwackiego czytelnika artykuł dotyczy rosnącego znaczenia biotworzyw, które zwłaszcza w mediach traktowane są jako skuteczny zamiennik tradycyjnych tworzyw. Zdaniem chorwackiego naukowca branża tradycyjnych tworzyw sztucznych powinna reagować sprzeciwem na próby zastępowania tradycyjnych tworzyw biotworzywami.
Igor Čatić: - Niedawno dość nieoczekiwanie zostałem zaalarmowany o tym, że przemysł tworzywowy i firmy go tworzące zaczęły traktować tradycyjne tworzywa sztuczne jako coś wysoce niepożądanego i nawet nieco wstydliwego. Przykładów takiego stanu rzeczy jest choćby reklama jednego ze znanych europejskich producentów tworzyw sztucznych, który zaczął nagłaśniać tworzywa biodegradowalne jako chwalebne zastępstwo dla tradycyjnych tworzyw ropopochodnych. Co szczególnie zdumiewające firma ta jest bardziej znana jako producent zwykłych tworzyw. Także na ostatnich targach K w Niemczech, największej imprezie dla branży tworzyw sztucznych na świecie, mogliśmy spotkać stoisko jednego z wystawców z reklamowym pytaniem, czy przemysł wciąż używa tradycyjnych tworzyw sztucznych?
Zachowanie takie odbieram jako bezprzykładny atak na tworzywa sztuczne. Szczególna ironią napawa fakt, że ten atak prowadzony jest nie przez jakichś fanatycznych działaczy ekologicznych, ale rodzi się w samym środku naszego przemysłu.
Aby zanalizować problem przyjrzyjmy się wpierw tworzywom sztucznych znanym także jako polimery.
Podstawowe polimery - proteiny, polisacharydy i kwasy nukleinowe – liczą sobie już 3,5 mld lat. Już 3600 lat temu ludzie umieli produkować już piłki, kule z naturalnego kauczuku i odpowiednich dodatków. W tym celu wykorzystywany był przez nich naturalny polimer o nazwie Hevea brasiliensis. Także Majowie i inne społeczeństwa tworzące wielkie kultury prekolumbijskie, mogli optymalizować właściwości kauczukowych kompaundów, tak aby wykonywane przez nich produkty cechowały się odmiennymi charakterystykami. Przez wiele stuleci ludzkość produkowała z powodzeniem chemicznie modyfikowane tworzywa, takie jak np. galalit, czyli tworzywo sztuczne otrzymywane z kazeiny, która zostaje poddana procesowi homogenizacji i zahartowane w formalinie. Wyglądem przypomina ono masę rogową. Galalit należy do duroplastów chemoutwardzalnych i stanowi zmodyfikowany polimer naturalny.
Zaledwie 104 lata temu udało się wdrożyć do produkcji pierwsze syntetyczne tworzywo, żywicę fenolowo-formaldehydową, a jedną z jego form był bakelit. Bakelit to najstarsze syntetyczne tworzywo sztuczne używane na skalę przemysłową, rodzaj fenoplastu. Otrzymywane jest przez polikondensację metanalu z fenolem lub jego pochodnymi. Jest polimerem wysoce usieciowanym.
Przez ostatnie 60 lat nasz przemysł tworzywowy osiągnął rewelacyjne wyniki. W 2007 r. światowy sektor tworzywowy wyprodukował ponad 260 mln ton tworzyw i ponad 30 mln ton kauczuku. To jak na razie rekord. Więc jak wskazałem, tworzywa sztuczne w różnych formach towarzyszą nam od zawsze.
Tymczasem ostatnie badania przeprowadzone przez niezależną austriacką agencję konsultingową Denkstatt, poświecone rynkowi tworzyw sztucznych, w ogóle nie uwzględniały w statystykach biotworzyw. Zdecydował o tym fakt, że ilość biotworzyw w porównaniu z tradycyjnymi tworzywami jest śladowa. Licząc łącznie tworzywa ropopochodne i biodegradowalne, te pierwsze notują udział w całym światowym rynku na poziomie 99,73 proc. Co ważne jeszcze większość tworzyw ropopochodnych, polimerów termoplastycznych - które mogą być stapiane, do polimery termoutwardzalne nie mogą - takich jak akryl, poliamidy, polietylen i poliester może być z łatwością poddawana recyklingowi.
Teraz natomiast spójrzmy na biotworzywa. Ich zwolennicy próbują budować fenomen tych surowców na fakcie, że mają być one „naturalne”, czyli wytwarzane w zgodzie z naturą, w przeciwieństwie do ropopochodnych tworzyw, które opracowywane są w laboratoriach.
Cały koncept, na którym opierają się biotworzywa, zwane z tego powodu zielonymi tworzywami, jest jednak błędny. Bazuje bowiem na propagandzie, że obecnie wszystko musi być zielone, ekologiczne i zgodne z naturą.
Tymczasem jeśli coś nawet powstaje w naturalnym środowisku, to nie czyni go to wcale naturalnym. Na przykład produkty rolne są hodowane, ale nie są wcale naturalne. Aby rozwijać produkty rolne musimy przecież używać pracy ludzkiej, nawozów, pestycydów oraz energii. A jeśli chodzi przecież o energię, to w dalszym ciągu w przeważającej ilości jej niezastąpionym źródłem jest ropa, czyli substancja nieodnawialna i ogólnie uznana za toksyczną dla środowiska. To pokazuje, że wszystko co z ziemi jest hodowane, ale nie naturalne. Wiele „naturalnych” produktów jest też uprawianych w polietylenowych szklarniach lub cieplarniach, co znacznie izoluje je od wpływu natury. Nie ma oczywiście w tym nic złego, ale tym samym nie mogą one być nazywane naturalnymi.
Czy producenci tworzyw sztucznych są świadomi wpływu takiego promowania biotworzyw i niebezpieczeństwa jakie niesie za sobą uznanie ich za substytut tradycyjnych tworzyw? Moim zdaniem powinniśmy jako cała branża tworzyw przeciąć te tendencje już w zarodku.
Biotworzywa powinny być widziane jako oddzielny segment rynku tworzywowego, nigdy zaś jako zamiennik tradycyjnych tworzyw. Biotworzywa mogą być oczywiście przydatne w określonych obszarach, np. przy tworzeniu szwów na potrzeby medycyny, czy też folii do ściółkowania w rolnictwie i wielu innych.
Jeśli jednak nie powstrzymamy tendencji do eliminowania tworzyw, to jak wiele wysiłku będzie kosztowało całą branżę zarówno pod względem intelektualnym jak i finansowym, przywrócenie zaufania do tradycyjnych tworzyw jako najważniejszego materiału współczesnego świata?
Prof. Igor Čatić pracuje na Wydziale Inżynierii Mechanicznej I Budowy Okrętów Uniwersytetu w Zagrzebiu w Chorwacji. Od dawna zajmuje się tez problematyka tworzyw sztucznych w różnego rodzaju zastosowaniach. Współpracuje m.in. z wieloma mediami chorwackimi i międzynarodowymi publikując teksty poświęcone branży tworzywowej.