Rozmowa z Mariuszem Chudzikiem, szefem firmy Mar-Pack
Firma Marpack z Chwaszczyna otrzymała wyróżnienie podczas Targów Plastpol w kategorii "Maszyny i urządzenia do przetwórstwa tworzyw sztucznych". Prezentowała proekologiczny zakład marki Sorema przeznaczony do recyklingu PET. Zakłady tego typu gwarantują niezwykle innowacyjne rozwiązania, a Sorema, której Mar-Pack jest przedstawicielem to światowy potentat jeśli chodzi o tworzenie instalacji do recyklingu zarówno PET jak i folii.
O tym w jaki sposób działają zakłady Sorema, jakie przynoszą korzyści oraz czy polski rynek jest już przygotowany na nowatorskie rozwiązania w zakresie recyklingu tworzyw sztucznych rozmawiamy z Mariuszem Chudzikiem, szefem firmy Mar-Pack. - Jeśli weźmie się pod uwagę zużycie tworzyw, ich potężny przyrost, to pojawia się ogrom tego, co trzeba przetworzyć. Naprawdę jest więc potrzeba i duży rynek do tego, by takie zakłady powstawały w Polsce - tłumaczy Mariusz Chudzik z firmy Mar-Pack.
Proszę powiedzieć kiedy powstała i czym zajmuje się firma Mar-Pack?
Mariusz Chudzik: - Firma działa od 1994 r. jako wytwórnia opakowań foliowych, produkująca opakowania wyłącznie tego rodzaju. Od 1997 r. zaczęliśmy się też zajmować sprzedażą maszyn przeznaczonych do produkcji opakowań foliowych, czyli do tego co faktycznie produkujemy.
O jakich dokładnie rodzajach opakowań foliowych mowa i kto jest ich odbiorcą?
Chodzi głównie o folie LDPE, woreczki, torby reklamowe, opakowania przemysłowe. Jesteśmy producentem regionalnym, działamy w naszym regionie, czyli w okolicach Trójmiasta. Naszym odbiorcą są również klienci z państw skandynawskich. Mamy dość dobry park maszynowy złożony z włoskich maszyn.
Za nami targi Plastpol. Jak pan ocenia tegoroczną edycję? Warto było być w Kielcach?
Moim zdaniem tak. Mamy bowiem porównanie z ubiegłym rokiem. Wtedy gościliśmy na stoisku mniejszą ilość klientów, teraz natomiast już po dwóch dniach obsłużyliśmy taką ilość klientów, którą sobie zakładaliśmy.
Było wielu kontrahentów, którzy przyjechali na rozmowy oraz po to, żeby zapoznać się z naszymi włoskimi partnerami. W połowie imprezy mieliśmy wyrobioną zakładaną normę, a w trzecim i czwartym dniu pracowaliśmy na premie. Jeśli chodzi o całkowitą liczbę potencjalnych klientów, to gościliśmy na targach blisko 200 rozmówców.
Największy hitem jeśli chodzi o Państwa targową ofertę był proekologiczny zakład marki Sorema do recyklingu PET.
Zgadza się. Jesteśmy przedstawicielem handlowym włoskiej firmy Sorema. Jest to światowy lider w zakresie kompleksowych zakładów do recyklingu, zarówno folii, jak też PET i gumy. Rok temu otrzymaliśmy na Plastpolu specjalne wyróżnienie za zakład do recyklingu folii. Tym razem przyznano nam wyróżnienie za zakład do recyklingu PET.
Ten zakład to naprawdę niezwykłe rozwiązanie. Na całym świecie pracuje blisko 280 instalacji Soremy, które przetwarzają w ciągu godziny ponad 1000 kg surowca odpadów. W Polsce działają w tej chwili jedynie dwa zakłady do przetwarzania PET. Na instalacji Sorema pracuje firma Polowat oraz Elana PET. To na pewno nie jest imponująca liczba i świadczy o tym, że w Polsce jest jeszcze w tej materii wiele do poprawienia.
Jak doszło do tego, że akurat Mar-Pack został partnerem handlowym takiego potentata jak Sorema?
Naszą filozofią i celem, do którego dążymy jest współpraca z najlepszymi na rynku. Wiemy jednak, że oferują oni drogie zakłady i drogie maszyny. Swego czasu złożyliśmy Soremie ofertę reprezentowania jej na naszym polskim rynku. Trochę trwało zanim jej przedstawiciele przekonali się do nas i do naszej obsługi.
W końcu doszli jednak do wniosku, że chcą mieć partnera w Polsce, który będzie badał rynek i przygotowywał go do przyjęcie ich oferty. To jednak dość trudne zadanie i przedstawiciele Soremy zdają sobie z tego sprawę. Już kilkakrotnie tłumaczyli, że ich zdaniem Polska nie jest jeszcze przygotowana do takiej profesjonalnej obsługi jeśli idzie o tworzywa sztuczne. W ogóle cała Europa Środkowo-Wschodnia jest dość mocno zapóźniona w tym względzie i jeszcze trochę czasu minie aż to się zmieni.
Mówi Pan o słabym przygotowaniu. Jaka jest zatem chłonność naszego rynku na tego rodzaju instalacje?
Branża tworzyw sztucznych rozwija się aktualnie w imponującym tempie. Żadna inna nie notuje takiego tempa wzrostu. Najlepiej widać to właśnie na targach, ponieważ coraz lepsze firmy z całego świata przyjeżdżają do Polski. Tak więc potencjał do rozwoju jest.
Nasza współpraca z Soremą trwa już trzy lata. W tej chwili mamy do sfinalizowania trzy bardzo poważne kontrakty na dostarczenie zakładów do recyklingu. Liczę, że uda nam się je zrealizować do końca roku. Gdyby tak się stało to powstaną w Polsce następne trzy duże zakłady, które będą przerabiały 1200 lub 1500 kg surowca odpadów na godzinę, w zależności od tego, czy to będzie folia, czy PET.
Wracając jednak do pytania o chłonność rynku, to jest ona duża, ale ograniczona przez kwestie formalne. Chodzi o pieniądze. Zakup takich instalacji jest bowiem współfinansowany przez środki unijne. A to wiąże się z całą masą biurokratyzmu. I w wielu przypadkach opóźnia czas realizacji kontraktów.
Rozumiem, że zakup tego typu instalacji to dość duży wydatek?
3,5 mln euro, a taki jest koszt takich zakładów, to faktycznie nie są małe pieniądze dla polskich firm. Stąd ich starania o dofinansowanie unijne.
Choć z drugiej strony trzeba powiedzieć, że instalacje, którymi się one interesują należą jednak do tańszych, jeśli weźmiemy pod uwagę te, które pracują już na świecie.
Sam miałem okazję być swego czasu w zakładzie we Włoszech, w którym działa siedem podobnych instalacji do recyklingu, cztery do PET i trzy do folii. Każda z nich robiła powyżej 1000 ton na godzinę. A i tak nie był to największy zakład we Włoszech. Tak więc naszym polskim zakładom będzie jeszcze trochę brakowało do tych, które już są za granicą.
Niemniej jednak są potrzebne?
To nie ulega wątpliwości. Jeśli weźmie się pod uwagę zużycie tworzyw, ich potężny przyrost, to pojawia się ogrom tego, co trzeba przetworzyć. Właśnie przetworzyć, a nie wywieźć na wysypisko śmieci i tam zostawić. Naprawdę jest więc potrzeba i duży rynek do tego, by takie zakłady do recyklingu powstawały w Polsce.
Dlatego brawo dla Unii, że chce je współfinansować. Brakuje jednak ludzi z fantazją, którzy mieliby odwagę zdecydować się na tak duże inwestycje.
Jest w Polsce bardzo dużo małych zakładów, które robią ok. 100, 200, w porywach 300 kg na godzinę. I właśnie u nas w tej chwili o takich ilościach jest najczęściej mowa. Gdy ja wspominam o możliwości nabycia zakładu o zdolnościach przetwórczych 1500 kg na godzinę, to słyszę że to jest nierealne. Oprócz limitów finansowych jest więc również swego rodzaju blokada psychiczna i przekonanie, że jeszcze w Polsce nie ma potrzeby na dostarczanie tak potężnych zakładów. A to nie do końca prawda.
Coraz częściej mówi się o ograniczeniach, nawet administracyjnych, związanych z poziomem korzystania z opakowań z tworzyw sztucznych. Czy dla takiej firmy jak wasza może to być utrudnienie jeśli chodzi o dalszy rozwój?
Oczywiście pojawiające się ostatnio zakazy stanowią pewnego rodzaju zagrożenia zewnętrzne. Ale przy zagrożeniach są też szanse. I my widzimy te szanse.
Bo gdy mówimy o ograniczeniu toreb reklamowych w sklepach i tym, że są one nieekologiczne, a ich wycofanie oznacza pozytywy dla środowiska poprzez ograniczenie ich ilości na wysypiskach, to nie do końca wydaje mi się, że jest to prawda.
A jeśli już jest to prawda, to nie podejmuje się właściwych rozwiązań, które pomogłyby walczyć z problemem zagrożenia ekologicznego. Przecież torby tworzywowe można wielokrotnie przetwarzać. Tymczasem ich substytuty, czyli torby papierowe wykonywane są z papieru, a do tego potrzeba ogromnej wycinki drzew. Tak więc można zastanowić się nad stopniem ekologiczności poszczególnych rozwiązań. Wyjściem, które wychodzi naprzeciw ekologii powinno być wielokrotne przetwarzanie tworzywa.
Czym się charakteryzuje zakład Soremy, za który otrzymaliście wyróżnienie na targach Plastpol?
Przede wszystkim tym, że czynnik ludzki ma bardzo mały wpływ na to w jaki sposób zakład Soremy funkcjonuje. Taki automatyzm podnosi oczywiście jakość działania. Do obsługi zakładu potrzeba zaledwie trzech osób. Instalacja pracuje 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku.
Jak to wszystko działa?
Widzimy belę PET, która waży 300 - 600 kg, w zależności od tego na jakiej belownicy jest robiona. Później ta bela jest wtłaczana na odpowiedni taśmociąg i stamtąd następnie transportowana. Tylko w tym fragmencie możemy dostrzec belę, później już nie widzimy ani urządzeń, ani też korków, odpadów, papierów, butelek. Na końcu dostrzegamy jedynie gotowy płatek PET, który jest wysokiej jakości, czyli odpylony, ubity w big-bagu i przygotowany do powtórnego przetworzenia.
Podczas transportowania, gdy bela jest już poza zasięgiem wzroku, materiał zostaje odpowiednio przygotowany, wstępnie rozdrobniony. Później idzie on do automatycznych sortowni. Tam oddzielane są etykiety, butelki, bo mamy przecież butelki wielowarstwowe oraz różnego rodzaju opakowania podobne do PET. W dalszej fazie odbywa się oddzielanie korków. Po rozdrobnieniu wszystko jest umyte, odseparowane, poselekcjonowane, bardzo dokładnie osuszone i automatycznie zapakowane do big-baga. Tam odpowiednim urządzeniem jest ubijane, odstawiane na bok i przygotowane dla klienta. I tak właśnie w dużym skrócie prezentuje się schemat działania tego zakładu.
Dziękujemy za rozmowę