https://www.plastech.pl/wiadomosci/okiem-recyklera-dzieje-recyklingu-tworzyw-w-polsce-17000 · 11.09.2026

Okiem recyklera: dzieje recyklingu tworzyw w Polsce

2021-09-13
Okiem recyklera: dzieje recyklingu tworzyw w Polsce

Rozmowa z Tomaszem Mikulskim, prezesem firmy ML Polyolefins.

Panie prezesie, firma którą pan prowadzi jest obecna na polskim rynku już 20 lat. Myślę, że jest to znakomita okazja, aby porozmawiać o historii polskiego recyklingu tworzyw sztucznych, której jest pan również nieodłączną częścią. Jak z perspektywy ostatniego dwudziestolecia wygląda ewolucja gospodarki odpadami w Polsce i związanej z nią branży recyklingowej?

Jeśli mamy rozmawiać o tak zamierzchłych z dzisiejszej perspektywy czasach dla branży recyklingu, to na wstępie chciałbym coś podkreślić. Mianowicie zarówno ja, rozpoczynając swoją działalność w tej branży 20 lat temu, jak i wiele ówcześnie powstających firm, mieliśmy jedną wspólną cechę. Brakowało nam doświadczenia, jednak łączyło nas poczucie, że robimy coś innowacyjnego. Był to też czas, kiedy na polskim rynku powstawały pierwsze organizacje odzysku. Odnosiliśmy wówczas wrażenie, że to początek wielkich zmian, jeśli chodzi o gospodarkę odpadami w naszym kraju, a my uczestniczymy w czymś na swój sposób wyjątkowym.

I chyba od tej symbiozy przedsiębiorców zajmujących się zbiórką odpadów z tworzyw i organizacji odzysku należałoby zacząć. Bowiem pierwsze lata działania opłaty recyklingowej pozwalały sądzić, że przyniesie ona pozytywne efekty i stworzy stabilne źródło odpadów, które pozwoli nam je efektywnie wykorzystywać. Istniało już wtedy wiele przedsiębiorstw wprowadzających na rynek swoje produkty w opakowaniach, czy to w przemyśle spożywczym, budowlanym czy innych. Sporo przedsiębiorstw – w tym również moje – zauważyło swoją szansę w rozwoju zbiórki odpadów i obsługi firm zajmujących się konfekcją. Nie da się ukryć, że istotną rolę w tworzeniu biznesplanu tego rodzaju działalności odgrywały dopłaty z organizacji odzysku.

Czym właściwie charakteryzowała się działalność tych organizacji, bo rozumiem, że miała istotny wpływ na rozwój polskiego recyklingu?

Przedsiębiorstwa wprowadzające na polski rynek produkty w opakowaniach posiadały – i nadal posiadają – ustawowy obowiązek zapewnienia odzysku, w tym recyklingu odpadów opakowaniowych. Mogły to wtedy robić samodzielnie lub właśnie za pośrednictwem organizacji odzysku. Te organizacje – powołane do życia przez przedsiębiorstwa wprowadzające opakowania na rynek – dotowały firmy, które prowadziły selektywną zbiórkę lub przekazywały dopłaty do recyklingu. Były to dodatkowe środki, dzięki którym firmy recyklingowe mogły się rozwijać. Ten schemat działania oczywiście przybył do nas z krajów zachodnich.

Naturalnie moja praca w tamtym czasie wiązała się z podróżowaniem i osobiście byłem pod wielkim wrażeniem, kiedy w tamtych latach zwiedzałem niemieckie firmy zajmujące się selektywną zbiórką odpadów; zarówno te znajdujące się w dużych miastach, jak też w mniejszych miejscowościach. Miałem przekonanie, że tak będzie wyglądała przyszłość gospodarki odpadami w Polsce i rzeczywiście uda się te rozwiązania przenieść na rodzimy grunt. Zresztą faktycznie pierwsze lata działania systemu zapowiadały, że będzie on funkcjonował co najmniej poprawnie. Po jakimś czasie jednak, wartość dotacji dzielonych przez organizacje odzysku na rzecz firm zajmujących się recyklingiem spadła drastycznie. Na przestrzeni kilku lat te dotacje zmniejszyły się z poziomu około 100 euro za tonę do 5 euro za tonę.

mlpolyolefins-tomasz-mikulski-fotograf-karol-bannach-03
Tomasz Mikulski, prezes firmy ML Polyolefins

Nietrudno się domyślić, że musiało to mieć ogromny wpływ na rynek… 

Ależ oczywiście. Wszyscy zaczęli zadawać sobie pytanie: co dalej? Firmy miały swoje plany rozwoju, które oczywiście w części opierały się na prognozach dotyczących środków pochodzących z organizacji odzysku. Jednak gdy z roku na rok to dofinansowanie tak dramatycznie uległo zmniejszeniu, to wszelkie plany rozwojowe musiały zostać zrewidowane. Pewna uprzywilejowana formuła prowadzenia tego rodzaju działalności się wyczerpała, bo zderzyliśmy się z tym samym problemem, który trapił przedsiębiorstwa z innych branż – niestabilnej legislacji, która z dnia na dzień odmieniała formułę prowadzenia biznesu.

Co spowodowało tak drastyczne zmiany tych dopłat?

Przyczyną było osiągnięcie przez Polskę – przynajmniej „na papierze” – poziomu odzysku surowców narzuconego przez unijną legislację. Czy rzeczywiście ekspresowo doścignęliśmy kraje zachodnie w zbiórce odpadów? Na to pytanie chyba każdy może sam sobie odpowiedzieć. Pewne natomiast jest to, że pierwsze podejście jako kraj oblaliśmy. Wprowadzono pewne przepisy, ale nie było absolutnie nikogo, kto byłby w stanie skontrolować czy odzysk surowców jest realny. Po prostu system nie zdał egzaminu, bo był brak kontroli poprawności jego działania ze strony państwa. Patrząc z drugiej strony niby zaliczyliśmy falstart, ale przecież ani nie mieliśmy w tym zakresie doświadczenia, ani fachowców, ani znających się na temacie urzędników. To były dopiero początki branży…

Podsumujmy zatem – tamten system miał wady i pojawiły się ewidentne nieprawidłowości, co dziś jest tajemnicą poliszynela. Ale przecież finalnie efektem pracy recyklerów powinien być surowiec wtórny, a nie dokument. Jak zatem wyglądało przetwarzanie odpadów w surowiec w tamtym czasie?

W tej kwestii przeszliśmy jako branża bardzo długą drogę. I tak recykling polietylenu, którego historia sięga znacznie dawniejszych czasów niż działalność mojej firmy, początkowo dotyczył w głównej mierze odpadów poprodukcyjnych, bądź takich, które nie wymagały skomplikowanych procesów technologicznych. W większości tych przedsiębiorstw linie technologiczne nie miały odgazowań, a jakikolwiek problem z materiałem wsadowym, np. jego zadruk, generował olbrzymie kłopoty. Właściwie 20 lat temu przetwarzanie odpadów poużytkowych raczkowało i na palcach jednej ręki można było policzyć te przedsiębiorstwa, które radziły sobie technologicznie z trudniejszym odpadem. Zresztą te firmy istnieją do dziś, mają się świetnie i są liderami rynku, bo od początku stawiały na jakość i technologię.

Ale wracając do surowca – z czasem narastała potrzeba zastępowania tworzyw oryginalnych recyklatami. Powoli, ale jednak systematycznie. Na rynku funkcjonowało wiele produktów, które z powodzeniem mogły zostać wytworzone z recyklatów. Dobrym przykładem są tu np. branża funeralna, producenci akcesoriów meblowych czy detale do budownictwa, gdzie występował choćby popyt na wiadra. To były początki używania recyklatów. Zresztą do dziś w tych branżach recyklaty mają się świetnie i nadal nie ma potrzeby, aby w przypadku pewnego rodzaju produktów zastępować tworzywa z recyklingu czymkolwiek innym.

Domyślam się, że podstawową motywacją dla używania recyklatów był wówczas czynnik ekonomiczny?

Ależ oczywiście, że decydowały finanse. Dodatkowo rynek recyklatów napędzał również eksport do Chin. Odbiorcy z tego kraju płacili nieźle, toteż pojawiało się w branży coraz więcej firm skuszonych wizją zrobienia dobrego interesu z przedsiębiorcami z Państwa Środka. Oczywiście oznaczało to znaczne zwiększenie popytu na odpady tworzywowe.

Jednocześnie rozwijały się przedsiębiorstwa zajmujące się zbiórką odpadów w mniejszych miastach. Zbierały one przede wszystkim złom i makulaturę – tu historia zbiórki miała przecież ciągłość jeszcze za czasów głębokiego PRL-u. Tymczasem wymagania rynku rosły; mieliśmy już przecież możliwość podglądania, jak to wygląda na zachodzie Europy, często więc bywało tak, że to my uczyliśmy naszych dostawców jak ma wyglądać prawidłowa zbiórka odpadów tworzywowych. Zresztą dzięki współpracy z nami zyskiwali dodatkową motywację, aby rozwijać swoją działalność.

Gospodarka odpadami zaczyna się od ich zbiórki i konfekcji. Pana przedsiębiorstwo po kilku latach prowadzenia tej działalności rozpoczęło dodatkowo produkcję recyklatów.

Nawet nie dodatkowo, bo o ile wcześniej oczywiście prowadziliśmy działalność handlową w zakresie odpadów z tworzyw sztucznych, tak od 2006 r. – czyli od momentu instalacji pierwszej linii do recyklingu – zaprzestaliśmy tej wcześniej podstawowej aktywności. Po dziś dzień wszystkie odpady z tworzyw trafiające do naszej firmy (oczywiście te dające się przetworzyć) są używane jako surowiec do produkcji.

Jak wyglądał zatem początek produkcji recyklatów w pana przypadku?

Postawiliśmy instalację, rozpoczęliśmy produkcję i szybko zaczęliśmy się rozwijać technologicznie. Akurat zainwestowaliśmy w nowoczesne technologie… po czym nastał rok 2008, a wraz z nim przyszedł kryzys. Wszystko stanęło i nikt nie potrzebował surowca. Nie był to wymarzony początek (śmiech). Na szczęście już w 2009 r. okazało się, że rynek potrzebuje recyklingu, bo firmy oczekują surowca, który co prawda różnił się jeszcze wtedy mocno jakością od oryginału, ale dzięki niemu możliwe było obniżenie kosztów produkcji, a co za tym idzie swoich produktów. To niesłabnące zainteresowanie recyklatami trwało do mniej więcej 2012–2013 r.

dji-0501-v1

Od tamtej pory ten wzrost popularności recyklatów jest ciągły?

Nie do końca, bo wraz z nastaniem roku 2019 okazało się, że tworzywa oryginalne mogą kosztować mniej niż 1000 euro za tonę. Sprawiło to, że odbiorcy, którzy do tej pory korzystali z tworzyw wysokiej jakości pochodzących z recyklingu, niekoniecznie nadal byli zainteresowani ich używaniem, kiedy ta różnica cenowa zrobiła się tak mała. To był naturalnie duży problem dla branży, bo należy tu przypomnieć, że przecież spadek cen tworzyw oryginalnych w żaden sposób nie przekładał się na zmniejszenie kosztów produkcji recyklatów. W każdym razie, z powodu tej obniżki cen na rynku, odbiorcy którzy można by powiedzieć, że „tradycyjnie” korzystali z recyklatów, przestawili się ponownie na tworzywa pierwotne. Nie ma się tu zresztą czemu dziwić, skoro po pierwsze nie widzieli przewagi marketingowej wynikającej z faktu stosowania w produkcji recyklatów – bo po prostu nie było do tego właściwej atmosfery, swoistej mody na surowce wtórne – a po drugie nie było zachęty cenowej.

Teraz wydaje się to nie mieć znaczenia, jako recyklerzy jesteście na fali. Nie ma dnia, aby – nawet w mediach głównego nurtu – nie odmieniano przez wszystkie przypadki słowa „recykling”.

Już w 2019 r. coraz szerszą popularność zdobywał termin gospodarki o obiegu zamkniętym. Ale, przynajmniej w Polsce, to były tylko słowa, rozmowy, a oprócz tych dyskusji niewiele się działo. Niska cena tworzyw oryginalnych powodowała, że na tych rozmowach się kończyło.

Obecnie zaś rzeczywiście podstawową wartością dodaną dla produktu jest to, że został wytworzony z surowców pochodzących z recyklingu. Z jednej strony rośnie świadomość społeczna w naszym kraju, bardziej świadomie wybieramy produkty, zdaliśmy sobie sprawę, że zrównoważony rozwój to nie jest puste hasło. A z drugiej jesteśmy krajem, który ma bardzo silne związki gospodarcze z krajami unijnymi z Zachodu, gdzie ta świadomość dotycząca ochrony środowiska czy używania surowców wtórnych jest bardziej powszechna, więc ten trend rośnie także u nas. Tak jak wspomniałem – kiedy branża recyklingu w Polsce zaczynała się kształtować, to sami przedsiębiorcy wiedzieli, że uczestniczą w czymś ważnym, budują tę „lepszą” zrównoważoną gospodarkę. Dziś wiedzą o tym także konsumenci, więc jest zdecydowanie łatwiej.

Jak polski sektor recyklingu wygląda obecnie; jak pan ocenia jego funkcjonowanie, ale też kwestie legislacyjne?

Wielokrotnie w różnych wywiadach odnosiłem się do kwestii niespójności przepisów, która powoduje, że funkcjonujemy w stanie permanentnej niepewności. Niestety, mimo upływu lat, wciąż nie możemy liczyć na trwałą i spójną legislację, niezależnie od tego jaka formacja polityczna rządzi. Bez rozwiązań systemowych nie jesteśmy w stanie ponieść pewnego ryzyka w rozwoju naszych przedsiębiorstw. Za dobrą monetę biorę powstający projekt ROP i nie chodzi mi o kształt tej propozycji, a o samo ruszenie do przodu z pracami nad nią.

Natomiast co do samego rozwoju recyklingu – przestrzegam przed rozumowaniem, że inwestycje rzędu kilku milionów złotych rozwiążą wszystkie problemy. Potrzebujemy o wiele większych środków, żeby spełnić oczekiwania klienta. Linie technologiczne muszą być przede wszystkim na wysokim poziomie, innowacyjne; muszą być w stanie z trudnego odpadu wytworzyć produkt, który da się zastosować w wielu branżach. To nie są małe inwestycje. My jako branża możemy to zrobić, ale takie nakłady są obarczone dużym ryzykiem. Musimy widzieć, że zmiany idą w dobrym kierunku. Jeśli tak się nie stanie, będziemy nadal na szarym końcu pośród przedsiębiorstw z innych krajów, oczywiście głównie z Europy Zachodniej.

No właśnie, jesteśmy 5. krajem pod względem wielkości w Unii Europejskiej. Jaki jest nasz potencjał i gdzie możemy się znaleźć? I co musimy zrobić, aby dorównać czołówce?

Przepisy, które obecnie funkcjonują są kalką rozwiązań krajów zachodnich. Tak się składa, że te państwa są świetnie przygotowane do realizacji tych przepisów. I zarazem tak się składa, że te właśnie kraje dysponują olbrzymimi mocami w zakresie recyklingu, z których wywodzą się globalne korporacje. Analizujmy, jak budowali swój przemysł w tej branży i obserwujmy, co robią teraz. Wyciągajmy wnioski i przenośmy sprawdzone rozwiązania na nasz grunt. Tylko wtedy będziemy w stanie nawiązać do ich sukcesów i przybliżymy się do celu. Pamiętajmy tylko, że celem nie jest gonienie krajów zachodnich, a rozwiązanie problemu odpadów w naszym kraju. 

Natomiast do znudzenia będę powtarzał jedną rzecz – najbardziej istotna jest edukacja społeczeństwa i budowa świadomości potrzeby zmian w gospodarce odpadami, w tłumaczeniu, czym jest zrównoważony rozwój i na czym polega gospodarka o obiegu zamkniętym. My na co dzień widzimy problem braku tej edukacji. Nadal, nawet w dużych przedsiębiorstwach, gdzie wydawałoby się pewne wzorce są powszechne, bardzo często brakuje podstawowej edukacji pracowników, którzy nie mają świadomości, że np. zmieszanie papieru z tworzywami zdecydowanie nie sprzyja recyklingowi odpadów.

Skoro jesteśmy przy rozwiązaniach zachodnich, to jak branża ocenia krajową legislację?

Przepisy, które wymagają od przedsiębiorców poniesienia nakładów finansowych inwestycji, powinny zarazem dawać warunki do dalszego rozwoju. Tymczasem sytuacja wygląda tak, że np. zwalczając zjawiska patologiczne, jak przywożenie do naszego kraju odpadów porzucanych na składowiskach i podpalanych, uderzyło w naszą branżę. Tworzymy przepisy, które mają niby uderzyć w to konkretne zjawisko, a jednocześnie obejmujemy nimi recyklerów, odbierając im środki na inwestycje. Przecież my płacimy ciężkie pieniądze za odpady, które są surowcem w naszej produkcji, a obciążenia jakimi oberwaliśmy rykoszetem uderzają nas po kieszeni. Te środki, które wydaliśmy na dostosowanie się do wymogów – które podkreślam powstały, aby walczyć z patologiami, których u recyklerów nikt nie uświadczy – mogliśmy wydać zdecydowanie lepiej, na rozwój recyklingu. Krótko mówiąc: zawiniły jednostki, a oberwały osoby postronne.

Zatem nie chodzi mi o to, żeby naszą branżę traktować w sposób preferencyjny, ale generalnie podchodzić rozsądnie do przedsiębiorców, którzy tworzą miejsca pracy i płacą podatki. Zresztą skoro jesteśmy przy podatkach, to przecież mamy świeży przykład omawiany ostatnio w mediach, gdzie pokazano jakie śmieszne w stosunku do obrotów kwoty odprowadzają w ramach podatku CIT zagraniczne korporacje. Więc powtórzę – nie chodzi o preferencje, tylko równe szanse. Bo jeżeli w sposób tak preferencyjny będziemy traktować te międzynarodowe korporacje, to chyba jasne jest, że z polskiego rynku wypchnięte zostaną rodzime przedsiębiorstwa.

Wróćmy jeszcze na moment do projektu nowelizacji zawierającego przepisy o ROP, który jest już wreszcie dostępny. Co pan o nim myśli?

Po tylu latach braku postępów w legislacji związanej z branżą, cieszę się z każdego działania w tym kierunku. Natomiast odnoszę wrażenie, że jest to projekt bazowy, który powstał naprędce trochę z musu, bo spóźniamy się z implementacją przepisów unijnych. Wierzę, że w toku legislacji będzie się on dopiero kształtował, bo przecież np. propozycja stawek czeskich nie wynika z dokładnych obliczeń, tylko jest skopiowanym rozwiązaniem, więc myślę, że ulegnie zmianie. Poczekałbym z oceną, aż zaczną się przy nim konkretne prace. 

Obecnie, mimo wszystko, mamy dobry wiatr dla recyklingu. Wsparcie unijne, ale też inicjatywy europejskich stowarzyszeń branżowych sprawiają, że postrzeganie recyklatów się zmienia. Co dalej?

Jestem pewien, że recykling mechaniczny będzie nadal potrzebny, ale jednocześnie obawiam się, że bez recyklingu chemicznego nie damy rady sprostać poziomom odzysku narzuconym przez Unię Europejską. Sądzę, że będziemy mogli je osiągnąć tylko przy wsparciu tej technologii. Recykling mechaniczny ma sporo ograniczeń i nie można wyrobów z recyklatów użyć do wszystkich oczekiwanych zastosowań.

Pamiętajmy też, o czym wspominałem, że olbrzymie ilości odpadów nadal zalegają na polskich składowiskach. Musimy je w jakiś sposób odzyskać. Część będzie musiała trafić do spalarni. Unia obecnie niechętnie patrzy na budowę nowych instalacji tego typu, gdyż teraz panuje moda na recykling. Problem polega na tym, że w krajach zachodnich istnieje wiele takich obiektów i te kraje nadal będą z nich korzystać. Niestety, odpadów nienadających się do przetworzenia będzie coraz więcej, a bez spalarni nie damy rady ich zutylizować. Dzisiaj mówi się, że spalarnie są przestarzałe. Tylko, że my dopiero zaczęliśmy je budować, tymczasem pewne jest, że ilość odpadów będzie się zwiększać. Aby skutecznie poradzić sobie z tym problemem, potrzebujemy nowoczesnych sortowni, dużych instalacji recyklingowych, spalarni, recyklingu chemicznego i świetnie wyedukowanego społeczeństwa. Wtedy poradzimy sobie z wyzwaniami, jakie na nas czekają. 

Rozmawiał: Jacek Leszczyński

Aktualizacja BIZNES START

Odbiór i recykling odpadów PP i PE (PIR, PCR). Producent rPP i rPE. Własna flota, park maszynowy, compoundy z recyklatu, certyfikowana jakość, obsługa w całej Europie.

Polska