https://www.plastech.pl/wiadomosci/piractwo-produktowe-szkodzi-branzy-tworzyw-sztucznych-4270 · 15.09.2026

Piractwo produktowe szkodzi branży tworzyw sztucznych

2011-02-02
Piractwo produktowe szkodzi branży tworzyw sztucznych

Piractwo produktowe staje się coraz większa zmorą dla producentów maszyn. Walka z fałszerzami przypomina zabawę w kotka i myszkę, bo pomimo starań oszuści, przede wszystkim z Azji, są coraz bardziej pomysłowi i coraz bardziej zuchwali.

Niemieckie stowarzyszenie VDMA, skupiające producentów maszyn i urządzeń, opublikowało niedawno raport poświęcony piractwu maszynowemu, z którego wynika, że branżą najbardziej narażoną na ten proceder jest sektor tworzyw sztucznych i producenci dostarczający maszyny dla tej właśnie branży. Nic więc dziwnego, że szereg organizacji grupujących producentów maszyn podjęło już starania, by spróbować opisać skalę problemu, znaleźć skuteczną receptę na walkę z fałszerzami i stworzyć takie rozwiązania prawne, które będą chronić wytwórców oryginalnego sprzętu. Gra idzie bowiem nie tylko o prestiż, ale przede wszystkim ogromne pieniądze, które co roku uciekają wytwórcom maszyn z Europy i Ameryki.

W branży tworzyw sztucznych łączne roczne straty wynikające z piractwa produktowego szacowne są na 6,4 mld euro. Co szczególnie ciekawe w 2009 r. wskaźnik ten wzrósł o 8 proc. w porównaniu z rokiem wcześniejszym, chociaż na rynku maszyn przetwórczych mieliśmy sięgające niemal jednej trzeciej załamanie związane z kryzysem gospodarczym. Być może ten fakt tak rozsierdził europejskich producentów i przelał czarę goryczy, po której rozpoczęli oni wojnę z piratami, którzy kryzys czy nie powiększają swoje przychody, czego legalni producenci o sobie powiedzieć nie mogą.

W specjalnej ankiecie przygotowanej przez VDMA i branżowe stowarzyszenie Euromap wyszło na jaw, że 42 proc. ankietowanych firm z Europy przyznała, że w ciągu roku z powodu podróbek tracą ponad 5 proc. swoich wpływów sprzedażowych. Aż 68 proc. firm zdradziło, że w ciągu ostatnich dwóch lat było świadkiem tej formy nieuczciwej konkurencji.

Szara strefa maszyn szczególnie dobrze funkcjonuje w tych krajach, gdzie patenty są przyznawane tylko na podstawie krajowych regulacji, a patenty i ochrona europejska czy światowa nie mają zastosowania. Prosta imitacja maszyn jest tam w istocie dozwolona, a zakaz takiej praktyki jest stosowany tylko wtedy, gdy cierpi na tym lokalna konkurencja.

Z danych dostarczonych przez Euromap wynika, że krajami, w których piractwo jest rozpowszechnione na największą skalę są Chiny, Turcja i Indie. Jak przyznawał niedawno podczas rozmowy z naszym serwisem, Bernhard Merki, szef Euromapu, w przypadku Chin opisywane działanie dotyka głównie te firmy, które dopiero weszły na tamtejszy rynek.

Często jedyną możliwą formą zaistnienia na chińskim rynku jest zawiązanie joint-venture z lokalnym przedsiębiorstwem. W takiej sytuacji dostęp chińskich agentów do wyposażenia i całego know – how wnoszonego do takiego przedsięwzięcia przez europejską czy amerykańską stronę jest szalenie łatwy, a wykonanie stosownych kopii nie nastręcza trudności.

Zwykle kopiuje się całe urządzenia, niekiedy bardzo wiernie, nawet łącznie z odcieniem koloru. Chodzi zatem o niewielką zmianę oryginalnego produktu i nadanie mu własnego, w tym przypadku chińskiego stempla. To nowość w taktyce fałszerzy, bo jeszcze kilka lat temu podrabiane były przede wszystkim pojedyncze rozwiązania, poszczególne części i komponenty, składające się dopiero później na całość maszyny. Teraz jednak determinacja jest większa.

Wprawdzie pod koniec ubiegłego roku rząd chiński rozpoczął walkę z piractwem, w ramach której zniszczono ponad 6 milionów podróbek, to wielu wskazuje, że miała ona charakter pozorowany i miała na celu uspokojenie zachodniej opinii publicznej. Niemniej jednak w Pekinie zorganizowano specjalny pokaz mielenia pirackich płyt DVD, a tamtejsza Administracja Prasy i Publikacji, Narodowa Administracja Praw Autorskich i inne departamenty wysłały 654 tys. inspektorów i skonfiskowały ponad 6,3 mln podrobionych dóbr. Trudno jednak oczekiwać, że nagle walka z piractwem przemysłowym zacznie się w tym kraju na poważnie, skoro to właśnie państwo było dotychczas głównym promotorem niezgodnych z prawem działań.

- Piractwo produktowe staje się coraz bardziej bezczelne – nie ma wątpliwości Marc Wiesner, odpowiedzialny w VDMA za monitorowanie tego problemu. – Fałszerze w Azji już nie tylko podrabiają oryginalne produkty, ale nawet nie zadają sobie trudu by stworzyć dla nich własne instrukcje obsługi, foldery reklamowe, przedstawić na zdjęciach te podrobione maszyny. Wykorzystują w publikacjach i internecie zdjęcia oryginalnych maszyn, dołączają prawdziwe instrukcje obsługi, w których zmieniona jest tylko nazwa producenta. Próbują osiągnąć maksymalny efekt przy minimalnym wysiłku.

Zbytnia chytrość nie zawsze jednak popłaca. Wiesner podaje przykład firmy z Indii, która na swojej stronie internetowej demonstrowała nie tylko nielegalne maszyny, ale i zdjęcia ściągnięte wprost ze strony właściwego producenta. Została namierzona i toczy się przeciwko niej postępowanie.

Jak walczyć z piratami? Przede wszystkich fachowcy doradzają dbanie o objęcie patentem czy prawem własności każdego najdrobniejszego rozwiązania, które narodziło się na własnym podwórku. Często jest to pracochłonne i korzyści wydają się niewspółmiernie niskie w stosunku do wysiłków, ale to jedyna metoda, by w późniejszym postępowaniu o udowodnienie swoich praw mieć jakiekolwiek szanse na wygraną.

Ciekawym przykładem walki o swoje dobra było też postępowanie czterech austriackich firm produkujących wytłaczarki. Mowa tu o takich spółkach jak Technoplast, Greiner Extrusionstechnik, Gruber Extrusionstechnik oraz A+G. Zostały one dotknięte piractwem ze strony dwóch chińskich firm: Jari Tooling i Tongling Sanjia Mould, które zaczęły wypierać Austriaków z amerykańskiego rynku. Ci więc podjęli wspólną akcję na forum publicznym, co poskutkowało wyrzuceniem Tongling z targów NPE w Chicago.

W przyszłości nieco łatwiej będzie być może walczyć z oszustami w sektorze producentów tworzyw. Te bowiem dokładnie tak samo jak i maszyny też są fałszowane.

W tym przypadku jednak potrzeba, czyli konieczność opracowania środka zaradczego, okazała się matką wynalazku. Jesienią podczas targów K 2010 w Niemczech tamtejsza firma Polysecure przedstawiła opracowany przez siebie system zwany chemicznym znakowaniem. Ma on nadawać używanym w przetwórstwie tworzywom i unikalne DNA, dzięki któremu możliwa będzie ich identyfikacja. W skrócie metoda ta ma polegać na tym, że do tworzywa dodawany będzie odpowiedni proszek, który nie zmieni właściwości surowca, a pomoże w określeniu jego oryginalnego pochodzenia. Czy rozwiązanie się przyjmie czas pokaże.

Problem na pewno jednak jest poważny i zdaje sobie z tego sprawę cała branża przetwórcza. - W tej chwili walka z piractwem produktowym, które czyni w przemyśle przetwórczym wielkie szkody jest podstawowym celem naszej działalności – przyznaje Luciano Anceschi, wiceszef stowarzyszenia Euromap.


Czytaj więcej:
Prawo 514
Rynek 1398
Maszyny 1012