https://www.plastech.pl/wiadomosci/plastpol-2012-komentarz-6384 · 10.09.2026

Plastpol 2012 - komentarz

2012-06-04
Plastpol 2012 - komentarz

W Kielcach skończyły się targi Plastpol 2012. Trwały cztery dni, zgromadziły ponad 700 firm z 32 krajów.

Niekiedy tak bywa, że bardzo ciekawe informacje z tak dużego wydarzenia jak Plastpol wpadają do głowy poprzez niewinne podsłuchanie prowadzonych na poły publicznie rozmów. Tak było i tym razem. Przytoczmy więc te podsłuchania.

Pierwszy przykład to osoba wchodząca na salę, gdzie za chwilę miała się rozpocząć konferencja PlasticsEurope poświęcona m.in. rynkowi tworzyw sztucznych w Polsce. Nieznajomy rzekł do swego towarzysza, że „niczego tu nie sprzedadzą, więc skoro już zebrani tylko gadają, to nie ma sensu zostawać”. I zniechęceni wyszli. Drugi przykład: ktoś stwierdził, że Plastpol jest dla niego niczym „niedzielna msza w kościele, której nie może opuścić”.

Te dwie przypadkowe wypowiedzi, to dobre punkty do podsumowania tegorocznych targów w Kielcach. Z jednej strony bowiem pojawiły się na nim głosy uczestników, że targowanie nie ma sensu, bo nic się nie sprzedaje. W konsekwencji są to zatem wyrzucone w błoto pieniądze i marnotrawstwo czasu. Drugi cytat stał w opozycji do pierwszego i mówił, że może i niczego się nie sprzedaje, ale bycie na Plastpolu to zawodowy obowiązek i konieczny element branżowego istnienia.

Plastpol 2012

Nie takie małe grono wystawców nie potrafi pogodzić się z faktem, że sprzedaż i targi, to obecnie dwie różne rzeczy. I albo nie przyjeżdżają na wystawę w ogóle - pobieżna lista tegorocznych nieobecnych na samą choćby tylko literę B, to m.in. Brenntag, Biesterfeld, Bayer, BASF – albo też są w jej trakcie znudzonymi malkontentami, jak miało to miejsce w przypadku wielu, głównie małych firm.

Obecni i dobrze oceniający wydarzenie, to w większości ci, którzy od samego początku swego pobytu w Kielcach deklarowali, że nie przybyli w celu handlowania, a budowania dobrego wizerunku, mającego profitami zaprocentować w przyszłości. Z reguły były to duże firmy. Te maszynowe pokazywały nawet wtryskarki, będące tzw. modelami wystawowymi, jeżdżącymi na targi w Niemczech, Chinach, Włoszech, czy gdziekolwiek indziej na świecie i nie trafiającymi do sprzedaży. Wśród takich wystawców świadomość oczekiwań i realizacja celów były na koniec imprezy najczęściej zbieżne.

W małych firmach już tak często nie było. Być może to wynik rynkowej presji, w której mały chce sprzedać, by przeżyć, a średni lub duży może poczekać. Tak czy owak należy jednak pogodzić się z rzeczywistością i zaakceptować targi takimi jakie są. I albo się na nie przyjedzie z pełną wiedzą o niesprzedaniu czegokolwiek, albo się nie przyjedzie w sytuacji braku pomysłu na inną swoją ekspozycyjną aktywność.

Gdy takie rozeznanie się poweźmie, to wówczas zarządzający firmą narzędziową – to przykład już nie podsłuchania a osobistej rozmowy - nie będą musieli skarżyć się, że „pamiętają, jak 12 lat temu szło wszystko co pokazali, a teraz nie idzie nic, więc ceny ustalane przez organizatorów kompletnie nie odpowiadają korzyściom odnoszonym przez wystawców”.

Aby uniknąć rozczarowania warto więc zmienić podejście do Plastpolu i się go uczyć. To zaś można zrobić wtedy, gdy ze swojego stoiska się wyjdzie i zobaczy, że inni są zadowoleni, bo nastawili się na coś przeciwnego. Tyle tylko, że mali takiego wyjścia zbyt ochoczo nie praktykują i potem gorzko zauważają, że „cały dzień minął i nikt do nas nie przyszedł”. Zgoda, że to swego rodzaju uogólnienie, ale też nie na tyle przerysowane, by nie można było mówić o jakiejś powszechności.

Targi - i tegoroczny Plastpol pokazał to bardzo dobrze – to aktualnie szansa autopromocji, a nie giełda kupna i sprzedaży. Gdy się tego nie rozumie, to dojść może do paradoksu. Oto bowiem znana firma maszynowa z siedzibą w Lossburgu od razu odsyłała ze swego stoiska na cztery strony świata tych zwiedzających, którzy w minimalny choćby sposób zdradzali fakt, iż nie są klientami na teraz.

Na szczęście było to osobliwe podejście, zwłaszcza na tle zachowania liderów polskiego rynku tworzyw, czyli Azotów Tarnów i BasellOrlen Polyolefins. Obydwie firmy dobrze wiedziały, że targi to impreza dla branżowej publiczności, więc każdy zwiedzający winien się znaleźć w obrębie ich zainteresowania. Azoty przywiozły specjalnego robota, który po raz pierwszy pełnił na stoisku rolę marketingowego wsparcia, BOP zaś przyciągał do swojego stoiska popisami futbolowego sztukmistrza. Ponieważ ten wyśniony przez firmy nabywca ich produktów trafi do niej zwykle bez dodatkowych wskazówek, bo przygna go potrzeba, to ocenić trzeba, że tarnowski robot i płocki żongler kusili nieklientów.

Plastpol 2012

Pisząc jeszcze o presji sprzedażowej, warto wspomnieć o dwóch firmach jako ewidentnych kontrprzykładach takich postaw.

Pierwsza to Wadim Plast. Oprócz szeregu maszyn i rozwiązań spółka zademonstrowała system wytwarzania protez serca. To efekt jej współpracy z Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii założoną dwie dekady temu przez nieżyjącego już Zbigniewa Religę.

Kooperacja dotyczy przetwórstwa tworzyw sztucznych wykorzystywanych w konstrukcji urządzeń mechanicznego wspomagania krążenia, a konkretnie pulsacyjnej, pozaustrojowej protezy do krótkoterminowego wspomagania serca. Proteza może być stosowana przez kilka miesięcy w przypadku ostrej niewydolności.

To rozwiązanie nie tylko z gatunku tych, które mogą przynieść zarobek, ale przede wszystkim przykład konkretnego działania na rzecz dobra wspólnego. Zostało pokazane na targach, mimo iż trudno sobie wyobrazić, że zainteresuje się nim z merkantylnego punktu widzenia jakiś zwiedzający lub wystawca. A jednak na Plastpolu się pojawiło zamiast zostać w domu. I dobrze, bo targi to dziś informacja, a nie handel.

Drugi przykład, to firma P&F Wartacz, która na swoim stoisku gościła studentów Politechniki Wrocławskiej z pracującym na uczelni doktorem Leszkiem Nakoniecznym. Przy wsparciu wrocławskiej firmy realizują oni projekt konstrukcji wtryskarki do wtrysku dwukomponentowego. Następnie mają produkować detal w postaci otwieracza do butelki do piwa. I też firma nie będzie mieć z tej współpracy korzyści finansowej, obecność studentów na stoisku nie poprawi sprzedaży, a jednak P&F Wartacz postawił na targach na coś więcej niż tylko biznes.

Największe targi tworzyw w Polsce powinny być, wzorem wielkich imprez międzynarodowych, nie tylko miejscem, gdzie się chodzi od stoiska do stoiska i patrzy na granulki i maszyny, ale też forum promocji całej branży tworzyw sztucznych.

Ważne jest to zwłaszcza w czasie, gdy zewnętrzne otoczenie prawne nie zawsze jest dla tego sektora sprzyjające. A to, iż nie jest to postulat bezzasadny niech udowodni fakt, że cztery lata temu na Plastpolu podobną postawę „wyłącznie sprzedaży i niczego więcej” prezentowali dostawcy wytłaczarek do przetwórstwa folii. I już rok później na kolejnym Plastpolu truchleli ze strachu, bo istniało ogromne ryzyko wprowadzenia ustawy, która miała sprawić, że foliówki będą praktycznie zabronione, a co za tym idzie ich maszyny nie znajdą nabywców.

Dlatego Plastpol, będący dla branży najważniejszym wydarzeniem w roku - niczym ta podsłuchana „niedzielna msza” dla wiernego - musi w przyszłości brać na siebie obowiązek coraz mocniejszego ukazywania roli tworzyw w codziennym życiu. W tym roku na pewno taką funkcję spełniła konferencja PlasticsEurope, choć szkoda, że nie zgromadziła np. mediów spoza branży, tym bardziej, że temat „tworzywa w sporcie” z racji zbliżającego się Euro oraz Igrzysk Olimpijskich w Londynie był idealny dla tzw. zwykłego odbiorcy.

Kwestią zastanowienia jest też to, czy w Plastpol nie powinni być bardziej zaangażowani rządzący politycy. Wszystko po to, by poznać problemy ważnego dla krajowej gospodarki sektora. W Poznaniu na żywnościowych targach Polagra gościł w ubiegłym roku minister rolnictwa. Czy obecność ministra gospodarki i spotkanie z nim reprezentacji świata tworzyw nie byłoby w przyszłości wskazane? Tym bardziej, że sami wystawcy wielokrotnie przywoływali w rozmowach problemy, których rozwiązania wymagają decyzji władz. Już w tym roku taka obecność mogłaby być impulsem do wspierania w tworzywach „tego co polskie”. Jedną z ciekawszych płaszczyzn, na której toczył się Plastpol była bowiem konfrontacja „polskiej myśli” inżynieryjnej – tak, tak, w tworzywach ona już istnieje - z myślą importowaną.

Rację ma w tym kontekście Anna Pietraszek z bydgoskiej firmy Ecoflow, pokazującej na targach system zarządzania produkcji Plant Manager, gdy mówi, że i u nas można kreować własne, polskie rozwiązania, bo w perspektywie są one o wiele bardziej opłacalne dla rozwoju całego nadwiślańskiego przemysłu.

Oprócz wspomnianych już przykładów Wadim Plast i Ecoflow te przykłady osiągnięć rodzimej techniki, to np. Ponar z Żywca i jego wtryskarka dwukomponentowa, Zamak Mercator i jego stanowisko do badań właściwości przetwórczych tworzyw, czy też Zakłady Azotowe w Tarnowie i jego motoryzacyjne tworzywo Tarnoform o obniżonej emisji formaldehydu.

Kolejne targi Plastpol odbędą się nie na koniec, a na początek maja 2013 r. Ma to związek z koniecznością rozróżnienia terminu imprezy w stosunku do podobnej wystawy odbywającej się w Chinach.


Czytaj więcej:
Analiza 508
Targi 2197

Czołowi organizatorzy targów w Polsce, obiekty konferencyjno-szkoleniowe, organizacja i obsługa konferencji, seminariów, sympozjów

Polska

Plastpol 2012

XVI Międzynarodowe Targi Przetwórstwa Tworzyw Sztucznych i Gumy Plastpol

Polska, Kielce 29.05 - 01.06.2012