https://www.plastech.pl/wiadomosci/polskie-odpady-przedmiotem-pozadania-gigantow-9163 · 18.09.2026

Polskie odpady przedmiotem pożądania gigantów

2014-11-07

O polskim rynku zagospodarowania odpadów rozmawiamy z Mariuszem Karpińskim z firmy HSM Polska.

Polskie odpady przedmiotem pożądania gigantów

O polskim rynku zagospodarowania odpadów rozmawiamy z Mariuszem Karpińskim, wiceprezesem zarządu firmy HSM Polska.

Jest Pan jedną z nielicznych osób posiadających całościowy obraz krajowego rynku zagospodarowania odpadów. Jak wygląda sytuacja w tej branży?
Rzeczywiście, w ostatnim okresie w naszej firmie wykonaliśmy heroiczną pracę, opracowując rynek gospodarki odpadami w Polsce. Staraliśmy się przeanalizować wszystkie przetargi na odbiór i zagospodarowanie odpadów, które odbywały się w naszym kraju po wprowadzeniu tzw. ustawy śmieciowej i obecnie jako jedyna chyba firma na rynku jesteśmy w stanie powiedzieć, ile ten rynek jest warty i kto ma w nim największe udziały.

Przeanalizowaliśmy ponad 2600 przetargów i po zestawieniu wszystkich danych z całej Polski okazało się, że rynek jest wart 3,3 mld zł rocznie. Przy czym trzeba zwrócić uwagę, że ta wartość nie zawiera niektórych elementów, bowiem analizowaliśmy dane, które nie są jednolite. Wartość ta nie obejmuje kosztu zagospodarowania odpadów w tych gminach, które organizowały przetargi tylko na odbiór odpadów, a ich zagospodarowanie zlecała np. własnym podmiotom. Ponadto różnie przedstawiała się kwestia obowiązku odbioru opadów z nieruchomości niezamieszkałych. Niektóre gminy obejmowały je przetargami, inne nie. Mamy więc pewne pole niedoszacowania; tym niemniej, uzyskana liczba jest już bardzo konkretna, bo oparta na danych empirycznych, a nie na samych tylko szacunkach.

Jeśli chodzi o głównych graczy rynkowych, to największy, 9-procentowy udział w tym rynku posiada grupa Remondis. Wśród potentatów rynkowych są także takie firmy, jak Sita, Alba czy Tönsmeier; jedyna polska firma w pierwszej piątce to MPO Warszawa, która z racji obsługiwania dużego rynku stołecznego zyskała tak dobrą pozycję.

Czy kwota 3,3 mld zł to dużo, czy mało jak na kraj, który liczy blisko 40 mln mieszkańców?
Myślę, że ta liczba wzbudza szacunek, to są już naprawdę poważne pieniądze. Warto przy tym zauważyć, że rynek jest w tej chwili bardzo mocno skoncentrowany. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Polsce działa 4,5 tys. podmiotów w branży zagospodarowania odpadów, a cały tort przetargowy podzieliło między siebie niespełna 700 podmiotów, to widzimy, jaka jest skala koncentracji na tym etapie, a gra toczy się dalej.

Warto także zauważyć, że w Polsce działają już wielcy europejscy potentaci, posiadający w tym momencie w sumie ok. 33 proc. rynku. Myślę, że to nie jest jeszcze górny pułap ich ambicji i że pozostałe 67 proc., które na dzień dzisiejszy obsługują mniejsze podmioty, jest także przedmiotem pożądania gigantów.

Mówi się, że gospodarka odpadami w Polsce jest niskokosztowa. Jak Pan oceniłby poziom kosztów gospodarki odpadami?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, musielibyśmy zagłębić się w szczegółowe dane, w tym momencie nie potrafię na to jednoznacznie odpowiedzieć. Natomiast nasza analiza pozwala porównać niektóre obszary między sobą i w ten sposób można wyciągać pewne wnioski, np. na temat zasadności sytuacji, w której województwo dolnośląskie ma najwyższy poziom kosztów w przeliczeniu na mieszkańca, a województwo podlaskie – najniższy. Wydaje się to logiczne, bo wiadomo, że jest to konsekwencja poziomu rozwoju cywilizacyjnego danego regionu. Tym niemniej, jeśli wiemy, że na Dolnym Śląsku średnia na mieszkańca wynosi 154 zł, a na Podlasiu jest to 39 zł, to różnica jest znacząca i warto byłoby pokusić się o odpowiedź, z czego to wynika.

A jaka jest Pańska opinia na ten temat?
Na pewno głównym elementem, który decyduje o poziomie kosztów funkcjonowania systemu gospodarki odpadami, tj. zbiórki i zagospodarowania, jest poziom urbanizacji danego obszaru, którego pochodną jest ilość wytwarzanych śmieci. Nasze badania potwierdzają, że im więcej jest na danym obszarze miast, tym wyższe są koszty. Gminy wiejskie zajmują o wiele większą powierzchnię niż miejskie, ale koszty systemu są tam nieporównywalnie mniejsze. Średni koszt funkcjonowania systemu w gminie wiejskiej to niespełna pół miliona zł rocznie, podczas gdy w gminach wiejsko-miejskich wynosi ponad milion, a w miejskich - ponad sześć milionów.

Ważne są też przyjęte sposoby gospodarowania odpadami. Porównując dane z poszczególnych obszarów, można się zastanawiać, czy aby na pewno system funkcjonuje na tym poziomie efektywności, na którym mógłby funkcjonować. Moim zdaniem, w niektórych regionach ewidentnie zabrakło pewnego gospodarskiego myślenia i to powoduje, że system jest znacząco droższy, niż w innych regionach kraju.

Jakie są według Pana inne jeszcze problemy polskiego systemu zagospodarowania odpadów?
Wydaje mi się, że największym wyzwaniem jest uzmysłowienie przeciętnemu Kowalskiemu, że bardzo dużo zależy od niego, od poziomu jego zaangażowania i zmiany złych przyzwyczajeń. Nie wszystko, co warto, musi się opłacać, czasami trzeba robić coś z myślą o przyszłości naszych dzieci, a nie tylko dbać o swój portfel. Myślę tu o segregowaniu odpadów u źródła. System opiera się na tym, że im więcej odpadów mamy wysortowanych u źródła i im więcej materiału wyjmiemy z frakcji zmieszanej, tym mniej śmieci na wysypiskach i większy pożytek dla nas jako dla społeczeństwa. To się przekłada też na miejsca pracy w sektorze przetwarzania odpadów.

Myślę więc, że z punktu widzenia społeczeństwa wciąż konieczna jest praca nad zmianą mentalności i przyzwyczajeń. Segregować odpady trzeba, bo takie postępowanie jest mądre i społecznie pożyteczne, a nie tylko dlatego, że nam się opłaca. Jak się okazuje, dla wielu ludzi jest to wciąż duże wyzwanie.

Tymczasem przeciętny Kowalski często mówi: po co sortować, skoro wszystko często trafia do tzw. wspólnego wora. Czy w takich potocznych opiniach nie ma przypadkiem ziarna prawdy?
Nie wiem, jak często, ale zapewne dochodzi do prostego nieporozumienia. Współczesne śmieciarki mają przestrzeń ładunkową podzieloną na 2-3 komory. Do jednej trafiają odpady zmieszane, do innych te przesortowane. Transport jest wiodącym składnikiem kosztów odbioru odpadów. Aby je minimalizować, każda firma stara się przewozić jak najwięcej ładunku jednym pojazdem, tym niemniej w większości przypadków nie ma uzasadnienia, aby wrzucać wszystkiego do jednego wora. Aby móc zarobić na surowcach wtórnych, trzeba je posortować według rodzajów, a to dodatkowe koszty, po co więc je ponosić jeszcze raz. Oczywiście nie można wykluczyć, że w niektórych przypadkach firmy zbierające idą na daleko idące kompromisy w tej materii i zbierają wszystko razem, ale z pewnością nie jest to powszechna praktyka.

Dziękuję za rozmowę.


Czytaj więcej:
Wywiad 301
Ekologia 936