https://www.plastech.pl/wiadomosci/sukces-haitiana-dzieki-drugiej-generacji-wtryskarek-8733 · 10.09.2026

Sukces Haitiana dzięki drugiej generacji wtryskarek

2014-07-11

O wynikach finansowych, sytuacji w branży oraz wyzwaniach dla producentów maszyn mówi Helmar Franz.

Sukces Haitiana dzięki drugiej generacji wtryskarek

Wywiad z prof. Helmarem Franzem, CSO w firmie Haitian International.

Zacznijmy od danych, które wskazują, iż ubiegły rok był bardzo udany dla Haitiana. Jakie czynniki wpłynęły na tak dobre wyniki firmy?
Największy udział w naszym ubiegłorocznym sukcesie miały nasze maszyny, których drugą generację wypuściliśmy na rynek na przełomie 2012 i 2013 roku. Dotyczy to zwłaszcza naszych bestsellerów z serii Mars i Venus.

Co istotne, druga generacja tych wtryskarek została opracowana przy wykorzystaniu opinii naszych klientów. Na rynku jest naprawdę sporo naszych maszyn – dopiero co sprzedaliśmy przecież 100-tysięczną maszynę z serii Mars – dlatego też uznaliśmy, iż zasięgnięcie opinii naszych licznych klientów będzie bardzo korzystne dla rozwoju naszych urządzeń.

Kiedy zadaliśmy klientom pytanie o opinie nt. posiadanych urządzeń naszej firmy, byli bardzo zaskoczeni. Nie przypuszczali, że producent będzie chciał usłyszeć wrażenia z użytkowania maszyn. Ale był to dobry punkt wyjścia do rozpoczęcia otwartych dyskusji. Wielu naszych klientów mówiło: "Maszyny Mars i Venus to dobre urządzenia, naprawdę je lubimy. Ale jeśli można byłoby wprowadzić kilka zmian, byłoby znakomicie". Więc my po prostu wprowadziliśmy te poprawki – w przypadku wtryskarek z serii Venus liczba zmian sięgnęła 40.

To oznacza, iż druga generacja naszych wtryskarek powstała przy ścisłej współpracy z klientami, a ich sugestie zostały zastosowane w konstrukcji urządzeń. Szybkie wprowadzenie maszyn na rynek jest efektem tego, iż klientom spodobało się nasze podejście do ich potrzeb.

I to dało nam tak dobre wyniki za rok ubiegły, zwłaszcza w Chinach. W tym kraju ubiegły rok nie był zbyt udany pod względem tempa wzrostu, ale nam udało się poprawić rezultaty o 18 proc. Zawdzięczamy to niemal wyłącznie drugiej generacji naszych wtryskarek.

Jak określiłby Pan pozycję Haitiana na globalnym i europejskim rynku?
Dziękuję za określenie, którego Pan użył, nie lubię tradycyjnego podejścia geograficznego. Żyjemy obecnie w zglobalizowanym świecie. Nie sądzę, że stare kategorie, jak eksport czy produkcja krajowa są wciąż aktualne. Firmy działają obecnie na globalnym rynku i mają fabryki na całym świecie. Są spółki, których siedziba główna znajduje się we Francji, lecz które kupują urządzenia w Chinach, a płacą w Stanach Zjednoczonych. Czy to jest wciąż biznes krajowy? Czy raczej eksport? To staromodne określenia. Dla nas, koniec końców, geografia nie jest tak istotna, nam zależy na relacji z klientem. A gdzie nasza maszyna ostatecznie się znajdzie, ma drugorzędne znaczenie. Dlatego też wolę mówić o sytuacji globalnej, włączając w to Chiny, jako że wielu naszych międzynarodowych klientów osiada zakłady w Chinach. A globalna pozycja międzynarodowych graczy poprawiła się w ostatnich latach znacząco.

Co do naszej firmy, myślę, że przekonaliśmy wielu przetwórców, że produkcja z wykorzystaniem standardowych maszyn jest wystarczająca dla ponad 80 proc. aplikacji. Ponad 80 proc. produkowanych detali z tworzyw wykonanych jest z tworzyw standardowych (PE, PP, PVC). To tanie, mało zaawansowane materiały. Dlaczego więc maszyna do ich przetwórstwa musi być wyspecjalizowana?

Takie podejście określamy formułą "Technology to the point". Wszystkie urządzenia wykorzystują technologię w konkretnym celu, zaawansowana technologia nie jest zaś celem samym w sobie. Oczywiście do przetwórstwa tworzyw standardowych można używać wysoko wyspecjalizowanych urządzeń, podobnie jak można wybrać się na pole eleganckim samochodem – ale przecież wystarczyłby do tego traktor.

Myślę, że takie podejście wzmocniło naszą światową pozycję i wpłynęły na dobre wyniki i wzrost eksportu. Haitian dostarcza rocznie na światowy rynek 27 tys. maszyn, z czego 22 tys. trafia do Chin, zaś pozostałe 5 tys. eksportujemy do innych krajów. Myślę, że na wielu rynkach jesteśmy obecnie głównym dostawcą.

Polski rynek tworzyw wciąż rośnie, ale nasz kraj nie został wyliczony w gronie państw europejskich, w których Haitian rozwija się najszybciej. Dlaczego?
W rzeczywistości Polska zalicza się do grupy najważniejszych państw europejskich z punktu widzenia Haitiana. Ale ponieważ w naszym zestawieniu Turcja zaliczona jest do Europy, Polska nie znalazła się na szczycie, choć jest dla nas bardzo istotnym rynkiem. Gdybyśmy nie ujęli w zestawieniu Turcji, Polska weszłaby do ścisłej czołówki, tuż obok Czech i Słowacji. Na marginesie, o wyjątkowej pozycji Turcji świadczyć może fakt, iż każdego roku dostarczamy tam 500-600 maszyn.

Niemniej jednak uważam, że Polska jest rynkiem o ogromnym potencjale. Niektóre kraje, jak np. Czechy, osiągnęły już pewien stabilny poziom, natomiast w Polsce wciąż możemy poprawić nasze rezultaty. To naprawdę ważny dla nas rynek. W tym roku zostaliśmy zaszczyceni nagrodą na targach Plastpol za maszynę Zeres. Mocno się troszczymy o polskich klientów i widzimy wciąż przestrzeń do rozwoju.

Wspomniał Pan wtryskarki z serii Zeres. Jaka jest najważniejsza innowacja wprowadzona w nowej serii?
Na początek muszę nakreślić nieco tło. Otóż w ostatnich latach maszyny w pełni elektryczne zyskały dużą popularność. W Azji i USA są one powszechnie wykorzystywane, zwłaszcza japońskie maszyny elektryczne. Natomiast w Europie posiadają one mniejsze udziały w rynku, ponieważ europejskie maszyny hydrauliczne są bardzo wysokiej jakości i nie było potrzeby poprawy precyzji. Na marginesie, myślę, że europejskie wtryskarki hydrauliczne są najlepsze na świecie, a europejscy inżynierowie znają te urządzenia jak nikt inny w świecie.

Tym niemniej, łatwiej jest osiągnąć wysoką precyzję za pomocą urządzeń w pełni elektrycznych niż przy wykorzystaniu wtryskarek hydraulicznych. Ponadto maszyny elektryczne, które sprawiają wrażenie bardzo skomplikowanych, w rzeczywistości nie są aż tak skomplikowane.

W Europie wiedza na temat wtryskarek hydraulicznych była przez długie lata gromadzona przez inżynierów. Przetwórcy dobrze znają te maszyny i wiedzą, jak je obsługiwać. Dlatego też maszyny w pełni elektryczne wciąż nie są w Europie tak popularne, jak w innych częściach świata. Ale w ostatnich latach sytuacja zaczęła się zmieniać.

I tu zaczynają się problemy, bowiem praca na urządzeniu hydraulicznym oznacza także stosowanie odpowiedniego oprzyrządowania. Ktoś mógłby powiedzieć: "Chciałbym zmienić maszynę, ale mam setki form, których maszyna elektryczna nie może obsłużyć".

Dlatego też zdecydowaliśmy się włączyć pewne elementy systemu hydraulicznego do zupełnie nowej maszyny, tak aby przetwórcy byli w stanie używać np. swoich dotychczasowych form. Naszym zdaniem takie rozwiązanie ułatwi przetwórcom przejście na maszyny elektryczne. Nasza wtryskarka jest więc rodzajem mostu między światem maszyn hydraulicznych a rozwiązaniami w pełni elektrycznymi. Dlatego też wprowadziliśmy na rynek nową serię Zeres, która – jak sądzimy – ma szansę odnieść sukces w Europie.

Wspomniał Pan o różnicach między sytuacją w Europie a innymi częściami globu. Jakie jeszcze odmienności w branży tworzyw widzi Pan porównując te regiony?
W moim odczuciu Europa dużą wagę przywiązuje do kwestii automatyzacji. Zauważalna jest tu tendencja do usuwania człowieka z procesu produkcyjnego. Nie mam nic przeciwko automatyzacji, przy czym wydaje mi się, że nie polega ona jedynie na obsłudze procesu wtrysku, lecz powinna obejmować cały proces wytwarzania dóbr.

Ale jestem także zdania, że celem automatyzacji nie powinno być jedynie usuwanie człowieka z procesu produkcji. Automatyzacja powinna być wprowadzana w tych miejscach, gdzie przynosi jakąś wartość dodaną. Powinna być stosowana do czynności, których nie może wykonać człowiek, np. do odbioru detali o temperaturze 70 st. C. Dla ludzkich rąk do za dużo, ale robot może wykonać tę pracę, ponieważ nie odczuwa bólu. W takich więc przypadkach automatyzacja jest uzasadniona, natomiast w praktyce okazuje się często zbędnym naddatkiem.

Inna różnica polega na tym, iż to właśnie w Europie pracuje większość inżynierów, którzy wprowadzają nowe rozwiązania, naprawiają skomplikowane urządzenia itd. W innych częściach świata nie sposób znaleźć takich ludzi. Nawet jeśli zaoferuje się wysoką sumę, okazuje się, że brakuje wysoko wykwalifikowanych osób. Dlatego też w tych regionach stosowane rozwiązania muszą być możliwie proste. W przeciwieństwie do Europy, gdzie występuje tendencja do stosowania skomplikowanych systemów.

Na czym polega specyfika chińskiej branży tworzyw?
Jedna z różnic polega na tym, iż w Europie właścicielem fabryki jest na ogół inżynier, w Chinach zaś – handlowiec. Dla nich liczą się tylko pieniądze. A zatem nie ma dla nich znaczenia, czy maszyna jest niebieska, czarna czy zielona. "Jaki mamy zysk z posiadania wszystkich maszyn w tym samy kolorze? Równie dobrze mogę przecież kupić inną maszynę w innym kolorze" - to jest ich podejście. Nie potrafią zrozumieć, że ktoś może zapłacić za posiadanie maszyny w określonym kolorze: "Po co? Przecież maszyna służy tylko do produkcji detali!".

A zatem, inaczej niż w Europie, to pieniądz i zysk leży w centrum zainteresowania wszystkich przedsiębiorstw. Ich zdaniem najważniejszym celem działalności jest zysk, nie wygląd. W Europie mamy inne podejście, chcemy także dobrze wyglądać.
To zupełnie inna kultura niż europejska. I sądzę, że oba regiony mają prawo do zachowania swojej inności. My, w Europie, robimy pewne rzeczy w określony sposób i mamy swoją wizję sukcesu. W Chinach natomiast budowa fabryki takiej jak ta w Ebermannsdorfie nie miałaby sensu. Klienci powiedzieliby: "Co wy robicie? Po co? To niepotrzebne, potrzebujemy maszyn, inne rzeczy nie są tak istotne".

Jaka jest zatem specyfika fabryk w Europie?
W Europie staramy się być efektywni i dobrze zorganizowani, jest to warunek konieczny odniesienia sukcesu na Starym Kontynencie. Aby osiągnąć europejski poziom efektywności potrzeba czystości i dobrego zorganizowania. W Chinach takie wartości nie istnieją. Jedyną potrzebą jest zysk.

Inna kultura.
Tak, ale – jak powiedziałem – obie są w porządku i żadna nie potrzebuje się zmieniać. Nie musimy wzorować się na Chińczykach i ich naśladować, ponieważ nigdy nam się to nie uda. Trzeba by wpierw ich zrozumieć, a to nie jest proste – ja na przykład od 10 lat żyję w Chinach i znam może 20 proc. tego, co powinienem. Ale też nie ma potrzeby, by się samemu zmieniać, ponieważ każda kultura ma własny sposób osiągania sukcesu. Także Chińczykom nie powiodłoby się z pewnością kopiowanie niemieckiego sposobu funkcjonowania. Dlatego też Haitian buduje fabryki w różnych regionach świata: aby odpowiadać na różne potrzeby różnych kultur.

Podczas Dni Otwartych wspomniał Pan o planach rozbudowy fabryki w Ebermannsdorfie. Czy mógłby Pan zdradzić więcej szczegółów na ten temat?
Wciąż jeszcze jest na to zbyt wcześnie. W tej chwili mogę jedynie powiedzieć, że przed dwoma laty zakupiliśmy teren położony obok naszej dotychczasowej fabryki. Jednak na tym etapie jest jeszcze za wcześnie, by mówić o konkretnych planach.

Wiemy dobrze, że nasza sytuacja w Europie nie jest łatwa. W świadomości Europejczyków funkcjonuje emocjonalne nastawienie przeciwko chińskim producentom. Nie sądzę, aby były one usprawiedliwione, ale jednak ono istnieje i trzeba to zaakceptować. Z drugiej strony, mimo tych niekorzystnych czynników widzimy, iż rynek europejski jest dla nas bardzo perspektywiczny. Dlatego też podjęliśmy decyzję o budowie, ponieważ to lepsze, niż mówienie, że nikt nas nie lubi. To oczywiście nieprawda, ale problem istnieje. Cóż jednak powinniśmy zrobić? Zniknąć? Oczywiście nie, przeciwnie: powinniśmy inwestować.

Jakie są Pańskim zdaniem obecnie największe wyzwania stojące przed producentami maszyn do przetwórstwa tworzyw?
Moim zdaniem pierwsze wyzwanie dla producentów dotyczy sprawy podstawowej: większego skoncentrowania się na maszynach. Nie oznacza to jednak wcale wytwarzania bardziej skomplikowanych urządzeń, lecz ulepszanie procesów, m.in. procesu plastyfikacji. Obecnie proces ten opiera się na działaniu ślimaka, co jest moim zdaniem bardzo przestarzałym rozwiązaniem. Dlaczego właściwie uplastycznianie i mieszanie musi być wykonywane w ten sposób? Z punktu widzenia konstruktora proces ten odznacza się bardzo niską efektywnością energetyczną. Dlatego też uważam, że zamiast dodawać kolejną jednostkę wtryskową, powinniśmy pomyśleć o zupełnie nowych rozwiązaniach w sprawach podstawowych.

Inna sprawa to ciężar części, z których składa się maszyna. W chwili obecnej są one zbyt ciężkie, a pytanie brzmi: dlaczego są one wykonane z metalu? Przecież samoloty buduje się obecnie z włókien węglowych, dlaczego więc prosta wtryskarka nie może zawierać elementów wykonanych z tego materiału? Nie ma dobrego uzasadnienia, są tylko stereotypowe sądy: "Zawsze wytwarzaliśmy części z metalu, a włókna węglowe są zbyt drogie". Oczywiście, patrząc na cenę takich części, może wydawać się, że są one drogie. Ale biorąc pod uwagę, jaki ich zastosowanie będzie miało wpływ na maszynę jako całość, zmienia się ogląd sytuacji. Redukcja masy elementów pozwoli na zastosowanie np. innych napędów czy falowników, które normalnie są bardzo drogie. Zastosowanie małych części z włókna węglowego pozwoliłoby na duże oszczędności. Z jednej strony więc cena maszyny prawdopodobnie mogłaby wzrosnąć, z drugiej zaś – można by liczyć na zauważalne spadki kosztów.

Myślę, że powinniśmy skupić się właśnie na tego typu sprawach. Integracja funkcji oraz produkcja coraz bardziej skomplikowanych maszyn jest, moim zdaniem, związana z konkretnymi aplikacjami, nie zaś podstawową budową urządzenia. A sądzę, że właśnie w tym miejscu jest wiele do zrobienia. Ta tendencja jest widoczna także w pracach wielu naukowców.

Drugi ważny kierunek dla branży to otwarcie się na nowe technologie przetwórstwa tworzyw, ponieważ nie zawsze formowanie wtryskowe jest naprawdę najlepszą technologią. Ponieważ jednak producenci wtryskarek posiadają duży udział w rynku, inne technologie nie są wystarczająco promowane. Są przecież jednak bardzo interesujące rozwiązania, które z łatwością mogłyby zastąpić formowanie wtryskowe. Nie wszystko przecież musi być produkowane w ten sposób tylko dlatego, że jest to możliwe.

Podam przykład: Toyota opracowała prototyp pojazdu w całości wykonanego z tworzyw sztucznych, nawet silnik jest z tego materiału. Są to oczywiście odpowiednio twarde tworzywa, które nie mogą być przetwarzane w procesie formowania wtryskowego. Producent zdecydował się jednak zupełnie zrezygnować w używania tej technologii. Części zewnętrzne są produkowane przy pomocy formowania arkuszowego. Ta strategiczna decyzja dała nowe możliwości, m.in. w zakresie kolorów.

Konstruktorzy zauważyli także, że mogą zastosować arkusze piankowe. Używają tu pianki strukturalnej, która posiada zdolność zapamiętywania. Materiał "zapamiętuje" kształt i po godzinie po odkształceniu wraca do poprzedniego kształtu. To cenna właściwość, bo zgodnie ze statystykami 80 proc. wypadków samochodowych skutkujących niewielkimi odkształceniami zachodzi przy minimalnej prędkości ok. 30 km/h, a więc na parkingach, na podwórkach i przy supermarketach.

Takie rozwiązania nie mogłyby być wprowadzone, gdybyśmy w naszych działaniach używali jedynie technologii formowania wtryskowego. A wraz z otwarciem na nowe technologie, otwierają się również nowe możliwości.
Według mnie te dwa punkty będą kluczowe w najbliższej przyszłości: rozwój procesów w zakresie formowania wtryskowego oraz otwarcie na nowe technologie.

Dziękuję za rozmowę.


Czytaj więcej:
Wywiad 301

Autoryzowany, wyłączny dystrybutor wtryskarek Haitian i Zhafir. Osprzęt peryferyjny i roboty do wtryskarek. Wsparcie serwisowe i techniczne w zakresie instalacji oraz szkoleń.

Polska
Jacek_N
Jacek_N
*.95.27.106

Wysłany: 2014-07-14 12:46:24

Proste pytanie - ile maszyn sprzedał polski Dystrybutor marki Haitian w naszym kraju, 10, 20, 30 sztuk ?? Dziwne, że Polska jest w europejskiej czołówce wraz z Czechami i Słowacją. Te kraje są traktowane jako jeden ?? Czy Słowacja ma sprzedaż na poziomie Polski czy Włoch czy Anglii ?? Nie jest jasne ile, czego i gdzie...

Anonymous
Anonymous
*.29.207.58

Wysłany: 2014-07-15 15:15:53

Pan Franz zainteresował mnie stwierdzeniem że przetwórstwo ślimakami jest przestarzałe ( owszem , jest już po 60-tce) i czas pomyśleć o nowych rozwiazaniach . To ciekawe .ale szkoda ze tego nie rozwinął - wie coś o nowych technikach ? Poza tym mądrze zdefiniował myśl o zastosowaniu konkretnej maszyny za konkretną cenę do konkretnego wyroby o okreslonym czasie produkcji - to ma sens . Jedyna wadą jjego wywiadu jest mea culpa za kopoty użytkowników jego maszyn z powodu jakości - taka drobna łyżka dziegciu. Generalnie zaintrygował mnie . Z tymi nowymi technologiami - ciekawe czy to fakt czy też tak sobie fantazji pofolgował .

Jacek_N
Jacek_N
*.95.27.106

Wysłany: 2014-07-17 16:01:00

Nawiązując do "Jedyną wadą jego wywiadu jest mea culpa za kłopoty użytkowników jego maszyn z powodu jakości - taka drobna łyżka dziegciu"<br />
<br />
Oczywiście, że "chińczyki" ustępują jakością maszyną europejskim - ale i cenna jest radykalnie niższa. Dlatego kupując maszynę azjatycką należy dokładnie zweryfikować dostawcę. Jakość serwisu, szybkość reakcji, stan magazynowy części zamiennych itd. Myślę, że w Polsce marka "H" traci obecnie udziały w rynku właśnie z powodu niedociągnięć w tych obszarach.