Drukuj

Rozmowa z Tomaszem Ptaszyńskim, prezesem firmy Nitro-Chem

O ile mogą wzrosnąć przychody Nitro-Chemu w związku z przeprowadzoną inwestycją?
Przychody uzyskane przez nas w 2010 r. były rekordowe, więc trudno się do tego odnosić. Jednak na etapie gdy planowaliśmy uruchomienie produkcji folii, to udział w przychodach kształtował się wedle założeń w przedziale 25-40 proc. W 2008 r. Nitro-Chem osiągnął 50 mln zł przychodów, w 2009 r. 70 mln zł, a w 2010 r. było zaplanowane 100 mln zł, ale uzyskaliśmy więcej.

Teraz liczymy na 100 mln zł, a sama inwestycja folii ma przynosić 25-30 mln zł. Myślę zatem, że to spory udział w naszej podstawowej działalności, a także wzmocnienie potencjału spółki, które zapewni jej stabilność na kolejne lata.

Jakie działania marketingowe udało się już przeprowadzić w związku z wejściem w nowy obszar?
We wrześniu ubiegłego roku byliśmy obecni jako wystawca na targach Taropak w Poznaniu. Wydaje mi się, że zrobiliśmy trochę pozytywnego zamieszania, bo pojawiło się sporo pytań, udało się nawiązać pewne kontakty. Teraz trzeba je rozwijać. Na pewno za rok ponownie będziemy na Taropaku z już bogatszą ofertą. W maju pojawimy się także w Kielcach na targach Plastpol, przy czym nie będziemy mieli własnego stoiska, tylko w ramach dobrosąsiedzkiej współpracy przyłączymy się do firmy Reifenhäuser.

Czego należy życzyć firmie na przyszłość?
Przede wszystkim tego, aby udało się wszystko to, co sobie zaplanowaliśmy, czyli osiągnięcie pełnych zdolności produkcyjnych. Należy życzyć sobie również tego, by sprzedaż nie była problemem, a wtedy możliwe będzie uruchomienie kolejnej linii produkcyjnej, bo i takie marzenia mamy. Jeśli będzie potrzeba, to pozyskamy na ten cel kolejne środki.

Firma korzysta z programów unijnych. Jaka jest Pana ocena tego sposobu finansowania inwestycji?
Po raz drugi zdecydowaliśmy się na aplikowanie po tego rodzaju fundusze. Pierwszy raz dotyczył inwestycji w dziedzinie ochrony środowiska. Na pewno jest trochę utrudnień jeśli idzie o wykorzystywanie tych środków. Pojawiają się one na etapie rozliczenia poszczególnych elementów realizowanego projektu. Nie ma co udawać, że takich problemów formalnych nie ma. Dlatego warto apelować, by urzędnicy podchodzili do tych spraw nieco bardziej elastycznie. Nie chodzi oczywiście o to, by rozdawać pieniądze i na nic nie zwracać uwagi. Skoro jednak firma dostała dotację, realizuje ją zgodnie z harmonogramem, rozlicza się, a nagle pojawiają się problemy sugerowane przez osoby siedzące po drugiej stronie, to można starać się by tego nie było.

Nie wiem z czego to wynika, może brakuje doświadczenia, może urzędnicy nie wierzą że przyznane środki są wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem. Myślę jednak, że to doświadczenie wszystkich tych, którzy decydują się na dotacje unijne. Oceniając jednak całościowo ich sens należy traktować je pozytywnie.
Dziękujemy za rozmowę