1 mln zł kary dla firmy składującej odpady w Zgierzu?

1 mln zł kary dla firmy składującej odpady w Zgierzu?
Karę, której wysokość może wynieść nawet 1 mln zł zamierza nałożyć Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Łodzi na firmę składującą odpady na terenie byłych zakładów Boruta w Zgierzu. W maju na jej składowisku wybuchł pożar, który ugaszono dopiero po kilku dniach.

Ogień pojawił się ok. godz. 23:00 w piątek 25 maja br. Na miejsce zdarzenia skierowano 250 strażaków. - Od godziny 23 z pożarem składowiska walczy 45 zastępów straży pożarnej z całego województwa. Wciąż ściągane są dodatkowe siły. Pożar nie jest jeszcze opanowany i cały czas się rozprzestrzenia - informował w nocy z 25 na 26 maja serwis Polsat News st. kpt. Jędrzej Pawlak, oficer prasowy Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi.

Po ugaszeniu pożaru władze Zgierza oszacowały koszty akcji ratowniczej. - Wydatki były wyliczone na 200 tys. złotych jeżeli chodzi o te związane z pomocą dla strażaków w przekazywaniu paliwa czy racji żywnościowych. Opłaty w zakresie zarządzania kryzysowego już pokrywało starostwo powiatowe - wyjaśnił prezydent Zgierza, Przemysław Staniszewski.

Dyrektor WIOŚ Krzysztof Wójcik w rozmowie z Radiem Łódź powiedział, że kara dla firmy składującej odpady może zostać nałożona w ciągu kilku najbliższych dni. - To postępowanie jest na ukończeniu. Spółce grozi do miliona złotych kary, również za magazynowanie towarów niezgodnie z warunkami decyzji, co przełożyło się na pożar.

- [To co się stało] przewidzieliśmy rok wcześniej, bazując na naszym doświadczeniu. Od kiedy zobaczyliśmy, jak to wygląda, wiedzieliśmy, że żadnego recyklingu nie będzie - tak, kilka tygodni temu, w programie „Uwaga” wyemitowanym przez stację telewizyjną TVN24 - mówił dyrektor WIOŚ.

Inspektorat wysyłał zawiadomienia w tej sprawie już w zeszłym roku. - Wysłaliśmy je do wszystkich możliwych organów, od starosty zgierskiego po straż pożarną. Powiadomiliśmy również prokuraturę w sprawie nielegalnego, transgranicznego przemieszczania odpadów. Nielegalnego, bo firma nie miała jeszcze zezwolenia, a przemieszczała odpady. Znaleźliśmy również odpady, które nie powinny się tam znaleźć. Chodzi o odpady komunalne - śmierdzące i cieknące - wskazał Wójcik.

Mimo że po pożarze teren został przekazany właścicielowi, odpady nie zostały jeszcze posprzątane. Prezes firmy składującej je zapewnił reportera Radia Łódź, że to się zmieni. - Mam na to plan, działam, aby było dobrze. Proszę o telefon w tej sprawie za tydzień - powiedział.

Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Łodzi, a toczy się ono w sprawie umyślnego sprowadzenia pożaru, który zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu o wielkich rozmiarach i stwarzającego zagrożenie zanieczyszczenia środowiska. Czyn ten zagrożony jest karą pozbawienia wolności w wymiarze do lat 10.

- W sprawie gromadzony jest materiał dowodowy, przesłuchiwani są świadkowie, podejmowane są działania w kierunku zabezpieczenia dokumentacji i zapisów monitoringu z pobliża miejsca zdarzenia. Podstawą wszczęcia śledztwa jest przestępstwo polegające na umyślnym sprowadzeniu pożaru - informował rzecznik prokuratury Krzysztof Kopania.

W pierwszej połowie czerwca poinformowano o wynikach badań i analiz próbek spalonych odpadów. Zgodnie z nimi nie ma obaw dotyczących trwałego skażenia środowiska po pożarze składowiska odpadów.