Drukuj

PlasticsEurope w Parlamencie Europejskim + komentarz

PlasticsEurope w Parlamencie Europejskim + komentarz
Dzisiaj w Parlamencie Europejskim odbyła się zorganizowana przez PlasticsEurope dyskusja na temat polityki klimatycznej Unii Europejskiej.

Wśród celów polskiej prezydencji w UE znalazły się zobowiązania dotyczące zrównoważonego rozwoju. Ministerstwo Środowiska przy współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych wprowadziło projekt „Zielona prezydencja”, w którym przyjęto zasadę organizowania wydarzeń i spotkań z zachowaniem dbałości o ochronę środowiska i oszczędność wykorzystywanych zasobów. Celem projektu jest podkreślenie świadomości i zaangażowania Polski w działania proekologiczne oraz promowanie dobrych praktyk wśród przedstawicieli administracji państwowej.

Nawiązując właśnie do tych zobowiązań, stowarzyszenie PlasticsEurope zorganizowało wspólnie z Magazynem Parlamentarnym spotkanie pod tytułem „Czy zmierzamy do celu? Czy Europa jest na dobrej drodze do osiągnięcia ambitnych celów związanych ze zmianami klimatu?”.

PlasticsEurope inicjatorem dyskusji w Parlamencie Europejskim


W trakcie spotkania dyskutowano na temat celów UE w zakresie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych oraz wyboru strategii umożliwiających osiągnięcie tych celów.

Jedną z ciekawych inicjatyw ekologicznych, wspieranych przez PlasticsEurope Polska była piętnastodniowa wyprawa rowerowa Dominika Dobrowolskiego przebiegająca pod hasłem „Stop CO2 - rusz się”, której celem było promowanie odpowiedzialnych postaw związanych z ochroną klimatu i oszczędnością energii. 30 czerwca, na Placu Luksemburskim przed Parlamentem Europejskim w Brukseli odbyła się konferencja prasowa, nie tylko kończąca i podsumowująca wyprawę, ale również bezpośrednio nawiązująca do priorytetów rozpoczynającej się nazajutrz polskiej prezydencji UE.

Dominik Dobrowolski jest znany ze swojego zaangażowania w akcje i przedsięwzięcia pro-ekologiczne, które organizuje już od lat 80. ubiegłego wielu. Stowarzyszenie PlasticsEurope jest przekonane, że podejmowane przez ekologa tematy, z uwagi na swój ogólny charakter wymagają połączonych działań globalnej społeczności, zwłaszcza w kontekście rosnącej populacji i wzrastającego zapotrzebowania na energię.

Komentarz:

Na pytanie, czy Europa jest na dobrej drodze do osiągnięcia ambitnych celów związanych ze zmianami klimatu, odpowiadać trzeba tak często, jak tylko można, więc dyskusji nigdy dość. I dobrze, że angażują się w nią reprezentanci branży tworzyw sztucznych z PlasticsEurope. Skoro jest dyskusja i to jeszcze pod polskimi auspicjami, to można także zawęzić zasadnicze jej pytanie i zastanowić się na jakiej drodze jest Polska? Rzecz jest bowiem niebagatelna, bo kryją się za nią kolosalne wydatki np. za energię.

Odpowiadając na obydwa pytania, trzeba napisać, że Europa na pewno jest na jakiejś drodze, tylko że jak każda z obieranych ostatnio przez Brukselę nie wiadomo dokąd ona prowadzi. Polska za to ponad wszelką wątpliwość jest na drodze, która ku niczemu dobremu nie prowadzi. Ścieżka europejska w temacie CO2 wcale nie jest bowiem tożsama ze ścieżką Polski.

Nasz kraj zamiast być głównym beneficjentem europejskiej polityki klimatycznej - co sobie, o czym może mało kto wie sam wypracował - staje się głównym pokrzywdzonym. Dlaczego? Jak zwykle na skutek żonglerki prawem i nieumiejętności politycznego dbania o własne interesy.

Teraz czas na konkrety.

Obowiązuje wciąż tzw. protokół z Kioto z 1997 r. Zakłada on, że nasz kraj miał obniżyć o 6 proc. emisję CO2 w stosunku do 1988 r. Zrobił to z nawiązką, bo zmniejszył ją do 2008 r. o 32 proc. To choćby uboczny skutek upadającego przemysłu w latach 90. Kraje zachodniej Europy tej normy nie wypełniły.

Przestrzegając dobrowolnie przyjętych zapisów z Kioto musiałyby zatem zapłacić liczone w miliardach euro kary lub też starać się kupić limity. Od kogo? Ano właśnie m.in od mającej ich w nadmiarze Polski. Tym sposobem powinniśmy być unijnym liderem i korzystać jak tylko można z tej sytuacji. Nie zarabiamy na nowoczesnych technologiach, więc mogliśmy handlować powietrzem, co byłoby złotym interesem, bo przecież polityka klimatyczna stanowi dzisiaj absolutny fundament UE. O ile oczywiście chodzi o ochronę klimatu, a nie ukryte cele.

Polska jednak nie jest liderem, bo zaczęła się wspomniana już żonglerka prawem, na którą my przystaliśmy. Wpierw w 2004 r. zaakceptowaliśmy, a konkretnie zrobił to ówczesny rząd SLD, specjalną dyrektywę Brukseli, by od nowa przydzielać limity. Efekt był taki, że na lata 2008-2012 Komisja Europejska przydzieliła Polsce tak skromny limit, że chcąc produkować w sektorach wysokoemisyjnego CO2 musimy dokupywać prawa do emisji. Od kogo? Oczywiście od państw zachodniej Europy.

To jednak dopiero początek. Oto bowiem kolejne dokumenty Komisji Europejskiej zakładają, że do 2020 r. cała UE, a więc i nasz kraj, dokona 20 proc. redukcji emisji CO2. Na pozór nie powinniśmy się martwić, mając w pamięci wspomnianą już 32 proc. redukcję. Tyle tylko, że żonglerka w prawie objawiła się po raz kolejny. Kraje zachodniej Europy żadną miarą nie byłyby w stanie przeprowadzić takiej redukcji, jeśli rokiem bazowym byłby rok 1990, a na taki zgodziły się w Kioto. Dla Polski był to wtedy rok 1988.

Co zatem postanowiono?

Stwierdzono arbitralnie, że redukcję emisji liczyć się będzie od roku 2005. Polska znowu nie zaprotestowała, choć przecież mogła, co wywróciłoby cały pakiet klimatyczny. Tym razem wyjątkową "solidarnością" z resztą Europy wykazał się obecny rząd.

Nie ma więc znaczenia nasza ponad 30 proc. redukcja i np. hiszpański wzrost emisji CO2 o 40 proc. To co było już się nie liczy, wystartowaliśmy od nowa od roku 2005, czyli tak jakby bieg na 5 km przerwać w połowie na skutek żądań outsiderów i powtórzyć, nie bacząc na protesty liderów.

W nowych warunkach, kraje do tej pory będące w ogonie, zdążyły już przejść na inne mniej emisyjne pod względem CO2 technologie. Zrobiły to, bo taka była konieczność, np. w sposób naturalny skończyły im się zasoby emitującego ogrom CO2 węgla, więc musiały go zastąpić tzw. zielonymi technologiami, nie chcąc uzależniać się od importu surowca.

Dla opartej na węglu polskiej gospodarki taka sama droga nie ma żadnego ekonomicznego uzasadnienia. Albo będziemy zatem ponosić wielkie koszty za jego dalsze stosowanie, albo będziemy płacić za sprowadzanie alternatywnych technologii z zagranicy. W jednym i drugim przypadku jest to porażka.

Na koniec dane z dokumentu „Raport 2030” Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej. Wynika z nich, że polityka klimatyczna UE w latach 2020 - 2030 będzie kosztować nasz kraj rocznie 2 - 3,5 mld euro, co narazi PKB na stratę 154 mld zł w roku 2020 i aż 503 mld zł dekadę później. W 2010 r. PKB nominalnie wynosił 1,292 bln zł.

Nastąpi też spadek dochodów gospodarstw domowych w 2030 r. z poziomu 1800 zł na miesiąc na osobę do 1610 zł oraz wzrost udziału energii w budżetach domowych z poziomu 11 proc. do poziomu 14 proc. Tymczasem utrzymywanie się średnich obciążeń budżetów domowych kosztami energii powyżej 10 proc. uznawane jest przez UE za kryterium tzw. ubóstwa energetycznego.