Drukuj

Polskie firmy chemiczne nie radzą sobie z wolnym rynkiem?


Są jednak przykłady, że jak się chce, to można. Ilustracją tego jest warszawski Ciech. Spółka nie tylko zaistniała na polskim rynku chemicznym jako mocny i liczący się gracz, ale także wyszła poza granice kraju, np. do bardzo perspektywicznej ze względu na niedawne wejście do Unii Europejskiej Rumunii.

Co ważne dla inwestorów (Ciech notowany jest od ponad półtora roku na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych) strategia grupy jest jasna i czytelna. Firma chce odgrywać kluczową rolę w kilku dość zróżnicowanych "starych" segmentach produkcji: sody, soli, nawozów, krzemianów oraz niszowych produktów szklanych (np. pustaki szklane) oraz nowych (TDI, EPI, pianki, żywice, środki ochrony roślin).

Co prawda w połowie maja ma zostać upubliczniona nowa strategia spółki, ale władze firmy przyznają, że rewolucji raczej nie będzie. I trudno się jej spodziewać, bo firma ma się dość dobrze, a dzięki tak bardzo zróżnicowanej gamie produktów jest mało podatna na dekoniunkturę. Szansa bowiem, że wystąpi ona jednocześnie we wszystkich wymienionych segmentach jest bowiem znikoma. Nic więc dziwnego, że inwestorzy ufają spółce, jak mało której w branży.

- Najbardziej obiektywną miarą oceny kondycji spółki jest chyba wycena jej akcji na rynku kapitałowym - mówi rzecznik Ciechu Waldemar Grzegorczyk. - W przypadku naszej spółki, kurs akcji systematycznie rośnie, w ciągu ostatnich 6 miesięcy cena papierów prawie się podwoiła.

Można więc zaryzykować twierdzenie, że inwestorzy oceniają, iż Ciech radzi sobie znacznie lepiej od innych polskich firm chemicznych. Z pewnością wpływ na taką ocenę ma też dywersyfikacja produkcji w ramach Grupy Chemicznej Ciech, gdyż uniezależnia to wyniki Ciechu od wahań koniunktury na jednym tylko rynku.

Bardzo podobnie oceniana jest pozycja Dworów. Zakład ma prężnego właściciela, który potrafi korzystać z koniunktury. Gdy okazało się, że boom budowlany w kraju spowodował wzrost zapotrzebowania na styropian, Dwory jako producent polistyrenu potrafiły to wykorzystać.

A co z pozostałymi firmami? Być może ratunek, ale chwilowy tylko, przyjdzie ze strony rolnictwa.

- Prawie wszystkie należą do liczących się producentów nawozów. A popyt na nawozy rośnie. Ma to m.in. związek z napływem pieniędzy dla rolników z UE - mówi Kamil Kliszcz.

Jednak koniunktura na nawozy to tylko chwila wytchnienia. Kłopoty branży nie znikną, a tylko zostaną przeniesione w przyszłość.

źródło: Wirtualny Nowy Przemysł

Czytaj więcej: Analiza 200