Prześwietlamy fabrykę Tesli

Prześwietlamy fabrykę Tesli
Fabrykę Tesli uznaje się za ikonę filozofii przemysłu 4.0. Nie wszyscy jednak podzielają ten entuzjazm. Skandale związane z licznymi urazami pracowników, którzy narzekają na zawrotne tempo pracy oraz problemy z terminową realizacją zamówień rzuciły się cieniem na firmę Elona Muska. Czy słusznie?

Pisząc ten artykuł dotarła do mnie informacja, że akcje Tesli na giełdzie NASDAQ spadły właśnie o prawie 3 proc. To nie pierwsza taka sytuacja i zapewne nie ostatnia. Zdaniem analityków, przyczyn należy szukać przede wszystkim w dużych problemach z dostawą Modelu 3 - flagowego samochodu producenta. Każdy, kto posiada chociaż odrobinę wiedzy na temat produkcji z pewnością zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że jedna z najnowocześniejszych fabryk świata, prawdziwa ikona czwartej rewolucji przemysłowej, zalicza takie wpadki? Przemysł 4.0 nie działa? A może winy trzeba szukać gdzie indziej? Przecież niedotrzymywanie terminów nie musi wynikać ze słabości systemów informatycznych. Zdaniem Piotra Rojka z DSR, spółki dostarczającej nowoczesne rozwiązania IT polskim i zagranicznym producentom, internet rzeczy, oprogramowanie klasy SFC i APS czy systemy ERP holistycznie obejmujące działalność fabryki, potrafią diametralnie zwiększyć jej wydajność, jednak nie utemperują nierealistycznych oczekiwań zarządu.

- Moce przerobowe każdego zakładu są ograniczone. Za pomocą nowych technologii zmniejszymy koszty produkcji, zredukujemy zastoje i przewidzimy awarie. Posiadając odpowiednie know-how możemy zwiększyć efektywność zakładu nawet o kilkadziesiąt procent, jednak gdy popyt znacząco przekracza jej możliwości, trzeba zastanowić się nad innymi krokami - przekonuje Rojek.

Czy Elon Musk, jeden z najwybitniejszych biznesmenów naszych czasów, który jak mało kto rozumie nowe technologie, w pełni wykorzystuje możliwości swojej największej fabryki? Przecież każda jego działalność wiąże się z porzuceniem utartych sposobów działania, a kończy małą rewolucją. By odpowiedzieć na to pytanie musimy przyjrzeć się z bliska osławionemu zakładowi położonemu w kalifornijskim miasteczku Fremont. Jego wcześniejszymi właścicielami byli General Motors i Toyota. We wspólnej fabryce obie firmy produkowały 6 000 pojazdów tygodniowo aż do roku 2010, kiedy stała się ona własnością Tesli. Na początku firma Elona Muska wykorzystywała trochę ponad 10 proc. dostępnej powierzchni o wielkości 1 500 000 m2. W zeszłym roku urząd miasta Fremont zgodził się na powiększenie zakładu prawie o połowę. Tesla planuje wykorzystać nową przestrzeń po to, by zwiększyć ilość produkowanych samochodów do 10 000 pojazdów tygodniowo.

"Profesor" Musk i jego X-meni

Hala produkcyjna, w której powstaje Model 3, jak na współczesne standardy jest wysoce zautomatyzowana. Odwiedzając fabrykę nie sposób przejść obojętnie obok największej w USA prasy Schuler SMG, tłoczącej nowy panel samochodowy co sześć sekund, czyli 5000 dziennie, z siłą do 10 000 ton. Chociaż jedna taka maszyna kosztuje 50 milionów dolarów, to Elonowi Muskowi udało się kupić ją za 6 mln i to licząc z kosztami z dostawy. Roboty pracują tu u boku człowieka, a z upływem czasu jest ich coraz więcej. Michael Rundle, dziennikarz portalu Wired, który miał okazję przyjrzeć się im z bliska, w swojej relacji zwrócił uwagę na humorystyczny aspekt tej futurystycznej asymilacji.

- Nadawanie robotom imion sprawia, że cały proces konstruowania samochodów jest trochę absurdalny - zauważył Rundle.