Drukuj

Rozmowa ze Stanisławem Starcem, prezesem firmy Multi

Rozmowa ze Stanisławem Starcem, prezesem firmy Multi
Prezentujemy rozmowę ze Stanisławem Starcem, szefem firmy Multi. Spółka jako pierwsza wprowadziła na polski rynek technologię Ink-Jet, dzięki której zaczęto znakować polskie produkty zgodnie z obowiązującymi na świecie normami. Multi było jednym z wystawców ubiegłotygodniowych targów Pakfood w Poznaniu.

Proszę powiedzieć jakie były początki firmy Multi?
Stanisław Starzec: - Naszą działalność rozpoczęliśmy już praktycznie 20 lat temu. Pierwsza sprzedana przez nas maszyna to był styczeń 1990 r., czyli zaraz po tym jak zmienił się system polityczny. Firma została założona chwilę wcześniej, bo w końcówce 1989 r.

Rozpoczynaliśmy w dobrym momencie. Staliśmy się bowiem pierwszą firmą, która na polskim rynku zaczęła sprzedawać drukarki Ink - Jet. To był czas niejako pionierski, bo wtedy jeszcze injetu przy komputerach domowych nie używaliśmy. Dzisiaj po dwóch dekadach jest to absolutnie powszechne. 20 lat temu jednak Ink−Jet w świadomości ludzi w ogóle nie występował. Pamiętam, że na pierwszych targach w których uczestniczyliśmy mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której pokazywaliśmy nasze drukarki i kompletnie nie wiedzieliśmy jak je nazwać po polsku. Czy to mają być drukarki bezdotykowe, czy może bezkontaktowe. Dzisiaj pojęcie drukarki typu Ink−Jet jest już dla każdego i nie tylko w branży opakowaniowej całkowicie zrozumiałe.

Stanisław Starzec, prezes firmy Multi

Pamięta Pan kto był 20 lat temu pierwszym klientem?
Oczywiście. To była cementowania Górażdże i chłodnia w Opolu. W cementowni maszyna miała wpisywać datę na opakowaniach z cementem. Przełom polityczny spowodował, że cement można było kupić w dowolnym miejscu bez stania w kolejce, bez przydziału z komitetu. W związku z tym dla cementowni podstawowymi odbiorcami były Gminne Spółdzielnie. W tym czasie po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, w zasadzie do wojny, cement zaczął leżeć, nie zawsze się sprzedawał, jego ceny poszły w górę. Przestało w końcu go brakować. Czasami taki GS reklamował cement jako ostatnią partię, która przeleżała kilka miesięcy i została przeterminowany.

Zanim wprowadziliśmy nasze drukarki, znakowanie tych opakowań wyglądało w ten sposób, że w użyciu była specjalna rolka ze stemplem, która odciskała na boku opakowania datę. Ponieważ na opakowani cementu zapylenie jest duże, więc po półgodzinie pracy ta rolka cementu odciskała jakiś pasek. Póki cement się sprzedawał na przydziały, to nikogo data na opakowaniu nie obchodziła. Klient przyjeżdżał i od razu kupował. W nowych czasach natomiast odbicie zaczęło być sprawą kluczową i poprawnie odbita data oznaczała konsekwencji grube pieniądze dla sprzedających i kupujących.