Drukuj

Rozmowa ze Stanisławem Starcem, prezesem firmy Multi

Wymagania dla znakowania są coraz wyższe.
To prawda. Wymagania odnośnie znakowania bywają bardzo wyśrubowane. Przy bardzo dużych prędkościach musimy się wstrzelić w odpowiednie miejsce, jakość nadruku musi być bardzo dobra, zwiększają się wymagania i rodzaje podłoża, na którym te aplikacje się odbywają. A efekt ma być bardzo dobry. Co więcej jest to efekt w praktyce niezauważalny. Dopiero gdy coś się nie uda, to znakowanie zaczyna być tematem analiz.

W wielu branżach bodźcem do zwiększonego rozwoju stało się wejście Polski do UE. Czy jeśli chodzi o znakowanie opakowań, to też ta cezura ma zastosowanie?
Na podstawie tego, jakie są nasze doświadczenia, mogę powiedzieć, że wymagania odnośnie porządnego znakowania zaczęły funkcjonować w mentalności producentów jeszcze przed wejściem do UE.

Po zmianie ekonomicznej np. branża napojów, która do tego czasu nacinała na etykiecie specjalny kalendarzyk i był on niedokładny oraz mało elegancki, bardzo szybko zrozumiała, że jeśli obok stoi opakowanie z takim samym piwem lub wodą mineralną, ale wyposażone w porządną i stylową etykietę z poprawnym znakowaniem i nie ma tym samym wątpliwości, czy produkt nie jest przeterminowany, to taki napój sprzedaje się po prostu dużo lepiej.

Znakowanie trafiło do świadomości producentów w momencie, gdy zaczęli oni sobie zdawać sprawę, że nie można np. masła sprzedawać w przysłowiowym pergaminie. Ma być ono w ładnym sreberku. Opakowanie mimo że droższe, to jednak powoduje, że produkt się sprzedaje. A skoro opakowanie ma być ładne, to i znakowanie ma być podobne.

Zatem ten proces w Polsce pojawił się jeszcze przed wejściem do Unii. Proszę pamiętać, że 20 lat temu próbowano już sprzedawać wiele produktów bez pośrednictwa central handlu zagranicznego. Warunkiem było jednak, że produkt musi być ładnie opakowany i oznakowany. Bez tego nie było szansy wejścia na jakikolwiek rynek.

Kryzys uderza w firmę Multi?
Stara zasada, że wyjątki potwierdzają regułę obowiązuje też odnośnie kryzysu. My jednak nie jesteśmy wyjątkiem, choć znam wiele firm, które w kryzysie mają znaczący wzrost sprzedaży. Większość firm odczuwa kryzys, pytanie tylko w jakim stopniu. My też go odczuwamy, ale spadek sprzedaży nie stanowi żadnego zagrożenia dla naszego działania i nie mamy z tego tytułu większych problemów.

Powiem nawet, że w okresie kryzysu realizujemy bardzo dużo skomplikowanych, dużych i bardzo drogich projektów. Tych wielkich projektów jest znacznie więcej niż przed kryzysem.

Czym to można wytłumaczyć?
To są najczęściej projekty powiązane z bardzo dużymi inwestycjami. A takie inwestycje nie są zatrzymywane w kryzysie. To są plany, które od wielu lat były przygotowywane i nie mogą być one wstrzymywane przez kryzys. Rok czy dwa lata załamania nie powoduje zaprzestania takich planów.

Rozumiem więc, że plany na przyszłość są optymistyczne?
Odebraliśmy właśnie na targach Pakfood trzy złote medale za nasze urządzenia. Myślę zatem, że to można potraktować jako pewnego rodzaju odpowiedź na zadane pytanie. Przyszłość rysuje się dla nas na pewno pomyślnie.

Dziękujemy za rozmowę