Drukuj

Polski przemysł chemiczny w Międzynarodowym Roku Chemii

Stały wzrost przychodów notują Azoty Tarnów, które wyrosły na głównego rozgrywającego w nadwiślańskiej chemii. Przejęcie przez małopolską firmę spółki ZAK ocenione zostało jako jedno z najważniejszych wydarzeń w branży na przestrzeni ostatnich lat i ma pozwolić na to, by Azoty wyeliminowały m.in. brak wystarczających zdolności produkcyjnych amoniaku i kwasu azotowego, którego producentem jest właśnie ZAK. Także zaangażowanie Tarnowa w Zakłady Chemiczne Police odbierane jest w kategoriach pomyślności. Policka spółka wydawały się już być na skraju bankructwa, ale ostatnie półtora roku przyniosło poprawę, której ostatecznym zwieńczeniem może być sojusz z Tarnowem. Doprowadzi on do powstania nie tylko największej grupy chemicznej w Polsce, ale oczekiwania są wręcz takie, że będzie to podmiot skutecznie konkurujący ze światowymi liderami w branży nawozowej.
Czy tak się stanie, zobaczymy. Zresztą o ruchach konsolidacyjnych będzie w dalszej części artykułu.

Także ZA Puławy, czyli jeszcze jeden z dużych graczy krajowej chemii, mają już za sobą najcięższy okres. W kwietniu sfinalizowały nawet jedną z największych inwestycji w branży w ostatnich latach. Zbudowały instalację do separacji powietrza tzw. nową tlenownię oraz zintensyfikowały produkcję amoniaku i mocznika. Obydwa te projekty kosztowały blisko pół miliarda złotych. Stale rosnącą koniunkturę przeżywa też w ostatnich miesiącach Synthos.

Polska chemia


Gąszcz zagrożeń
Skoro jest tak dobrze jak napisano, to dlaczego jest tak wiele znaków zapytania w kontekście przyszłości krajowej chemii? Wpływają na to trzy rzeczy.

Po pierwsze są to zewnętrzne uwarunkowania, na które same firmy nie mają wpływu. Po drugie dużą rolę wciąż odgrywają nierozwiązane problemy z przeszłości, skutkujące rozczłonkowaniem branży, a nie ją jednoczące. Po trzecie wreszcie, fatalna sytuacja budżetowa kraju w obliczu której rząd – jeśli po jesiennych wyborach obecny układ koalicyjny zostanie odtworzony – może chcieć czym prędzej pozbyć się państwowych firm, by załatać dziurę w publicznych finansach. To, iż nie jest to czarne wróżbiarstwo potwierdzają gry prowadzone wokół wprawdzie niechemicznego, ale też państwowego Lotosu.

Gaz i energia w polskiej chemii
Jednym z podstawowych i wciąż narastających problemów branży chemicznej pozostają ceny gazu ziemnego, który jest wykorzystywany do dalszego przerobu i jako paliwo. Przykładowo u niektórych producentów nawozów gaz ziemny i energia elektryczna stanowią nawet do kilkudziesięciu procent kosztów. Na dłuższą metę jest to układ uniemożliwiający jakikolwiek rozwój firmy i jej inwestycje. Problem, czemu trudno się dziwić, dostrzegają oczywiście stojący na czele poszczególnych firm.

O tym, że ma on bardzo konkretne przełożenie na działalność polskiej chemii pokazuje choćby przykład sprzed dwóch lat, gdy to na skutek właśnie ceny gazu po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej więcej nawozów kupiliśmy niż ich wyeksportowali. I to tyle w temacie gazu.

- Sytuacja byłaby lepsza, gdyby ceny gazu jako surowca były na poziomie krajów europejskich. Wtedy moglibyśmy mówić o konkurencyjności – mówi bez ogródek Marian Rybak, wiceprezes Puław.

Brak dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia w gaz oznaczający uzależnienie od jednego dostawcy spowodowały, że w okresie, w którym zagraniczni konkurenci obniżali ceny produktów w związku z niskimi cenami gazu ziemnego, polscy producenci nie mieli możliwości nabycia tego surowca po niższych cenach. I niestety wciąż mieć nie będą.