Elektromobilność - Polska ma dużo do nadrobienia

Elektromobilność - Polska ma dużo do nadrobienia
W 2017 roku zarejestrowano w Polsce 907 nowych aut elektrycznych. Dla porównania w Norwegii było to ponad 62 tys., a w Niemczech niemal 54 tys. samochodów. Jak wynika z raportu „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki - skala i warunki sukcesu”, przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę doradczą PwC, rozwój elektromobilności w Polsce nie będzie możliwy bez większego wsparcia ze strony państwa, chociażby w postaci zachęt podatkowych.

Rynek produkcji samochodów stoi przed kilkoma dużymi wyzwaniami, a najbliższa przyszłość może być przełomowa dla firm, które działają w tym segmencie gospodarki. Należy oczekiwać, że ceny paliw będą w przyszłości rosły, a tradycyjne pojazdy mechaniczne, ze względu na emitowane spaliny są coraz częściej uznawane za szkodliwe dla środowiska. Wszystko to przekłada się na nasilenie prac nad efektywnymi i dostępnymi dla każdego pojazdami elektrycznymi oraz rosnące zainteresowanie tego typu rozwiązaniami po stronie konsumentów. Dotyczy to również Polski.

Polska ma dużo do nadrobienia

Analiza liczby rejestrowanych nowych aut elektrycznych w krajach europejskich pokazuje jednak, że Polska pozostaje w tym obszarze daleko w tyle. Z danych European Alternative Fuels Observatory wynika, że w ubiegłym roku w krajach Unii Europejskiej zarejestrowano blisko 217 tys. nowych aut elektrycznych.

- Udział samochodów z silnikiem elektrycznym w Polsce wynosi jedynie 0,2 proc. Dla porównania w Niemczech i Francji jest to odpowiednio 1,6 i 1,8 proc. Na tym tle wybijają się państwa skandynawskie, w tym przede wszystkim Norwegia, gdzie udział aut elektrycznych pod koniec ubiegłego roku sięgnął aż 35 proc. - mówi Olga Plewicka, Ekspert ds. Sektora motoryzacyjnego, DNB Bank Polska SA.

Norweski sukces

Na czym polega sukces Norwegii i pozostałych państw skandynawskich? Jak wynika z raportu DNB i PwC „Kierunki 2018”, w przypadku elektromobilności jest to w istotnym stopniu skutek odpowiednich regulacji i polityki państwa. W Norwegii aspekty regulacyjne w postaci silnych zachęt podatkowych przewidzianych dla nabywców aut elektrycznych miały znaczenie decydujące. Im większa pojemność silnika lub poziom emisji CO2 do atmosfery, tym większe roczne podatki należne z tytułu posiadania pojazdu mechanicznego, które musi opłacać jego właściciel. Zgodnie z regułą bonus-malus, im większa szkodliwość samochodu dla środowiska, tym większa penalizacja jego posiadania. Kupno samochodu odznaczającego się znikomą lub zerową emisją CO2 do atmosfery, wiąże się ze zwolnieniami podatkowymi lub rządowymi dopłatami. Oprócz Norwegii, najatrakcyjniejsze proekologiczne dopłaty obowiązują we Francji, Wielkiej Brytanii oraz w Niemczech.

- Trzeba jednak pamiętać o relatywnej zamożności zarówno społeczeństwa, jak i państwa norweskiego. Jest to bowiem czynnik pozaregulacyjny, który w znaczący sposób ułatwił zbudowanie infrastruktury niezbędnej do wygodnego korzystania z samochodów elektrycznych. Istotne znacznie ma też pochodzenie i niska cena używanego w Norwegii prądu - mówi Olga Plewicka.