Wojna na Ukrainie: pełnych skutków jeszcze nie odczuwamy

Wojna na Ukrainie: pełnych…

O bieżącej sytuacji geopolitycznej i najbardziej prawdopodobnych skutkach gospodarczych rosyjskiej agresji na Ukrainę rozmawiamy z Tomaszem Mikulskim, prezesem ML Polyolefins.

Wojna na Ukrainie niewątpliwie rzutuje na sytuację ekonomiczną. Nie tylko na Ukrainie czy w Rosji, ale również w innych państwach. Jakie z Pana perspektywy są główne wyzwania, które odbijają się na naszej ekonomicznej rzeczywistości?

To trudne pytanie, ze względu na to, że mamy trochę niewłaściwą perspektywę postrzegania tego konfliktu. Dzisiejszy szybki obieg informacji trochę zakrzywia rzeczywistość. Mamy taki natłok wiadomości z frontu, że ta wojna wydaje nam się trwać bardzo długo, a tymczasem minął dopiero miesiąc działań wojennych. To zdecydowanie za krótko, aby ocenić możliwe scenariusze ekonomiczne, ponieważ sankcje - wciąż rozszerzane, ale i inne czynniki będą oddziaływały w perspektywie długoterminowej. Nie podejmę się również przewidywań odnośnie wygranego tej wojny, bo nie jestem w tym zakresie specjalistą.

To prawda, od tego kto ostatecznie wygra ten konflikt zależy przecież ostateczny wpływ na gospodarkę. Na pewno jednak da się przewidzieć pewne najbardziej wrażliwe ekonomicznie obszary.

Z pewnością to, co dziś budzi chyba największy niepokój, to zachwianie pewnej równowagi w produkcji rolnej. Zarówno Rosja jak i Ukraina mają tu znaczący udział, więc działania wojenne zapewne wpłyną na inflację. Niemniej jednak wydaje się, że największe skutki ekonomiczne odczujemy w związku z surowcami energetycznymi i ewentualnym bankructwem Rosji. Zresztą już widać wpływ wojny na wzrost cen ropy i gazu, a co za tym idzie kosztów transportu, energii, itd. Obawiam się jednak, że pełnych skutków jeszcze nie odczuwamy. Lokalnie, istotną dla nas kwestią, jest oczywiście waluta. Przecież polski złoty nie jest walutą typu "safe haven", przez co jest narażony na duże wahania kursu.

W przypadku węglowodorów, niewątpliwie wpłynie to na branżę przetwórstwa tworzyw sztucznych…

Oczywiście, ale nie tylko ze względu na już odczuwalny wzrost cen, ale i ze względu na kwestie popytowo-podażowe. Przecież wygląda na to, że choćby rosyjscy producenci polimerów zostaną odcięci od europejskich rynków, a w ostatnich latach mocno pracowali nad zwiększeniem swojej obecności tutaj. I niekoniecznie może to wynikać z decyzji politycznych, czyli sankcji, ale również moralno-etycznych. Bojkot konsumencki doprowadził już w kilku przypadkach do zmiany decyzji międzynarodowych koncernów, które chciały pozostać w Rosji.

mlpolyolefins-tomasz-mikulski-fotograf-karol-bannach-03
Tomasz Mikulski, prezes ML Polyolefins. Fot. Karol Bannach

No tak, ale przecież kraje Unii Europejskiej są mocno uzależnione od rosyjskich surowców, a decyzje zakupowe niektórych koncernów spotkały się już z krytyką ze strony opinii publicznej. Czy nie powinniśmy się obawiać, że ograniczenie dostaw z tamtejszego rynku lub odwet ze strony Rosji i "zakręcenie kurków" nie spowoduje problemów z podażą surowca?

Nie sądzę, aby w Moskwie podjęto decyzję o odcięciu się praktycznie od jedynego źródła stałego dopływu wartościowego pieniądza, w twardej walucie, bo przecież rubel stał się bezwartościowy. Tylko że to mój punkt widzenia. Tymczasem nie zapominajmy, że miesiąc temu niewiele osób wierzyło, że wojna na pełną skalę w Europie jest możliwa w dzisiejszych czasach, więc może racjonalne z naszego punktu widzenia spojrzenie jest naiwne. Spójrzmy na retorykę Kremla, komunikat odnośnie zmiany rozliczenia za gaz w rublach, czy pozorowane otwarcie giełdy w Moskwie. Rosja walczy o życie, jeśli chodzi o swoją gospodarkę, więc każdy scenariusz wydaje się być możliwy.

Czy sankcje, którymi świat zachodni próbuje zmusić Rosję do deeskalacji konfliktu są zagrożeniem dla polskiego biznesu?

Dla części przedsiębiorstw na pewno, szczególnie tych zorientowanych biznesowo mocno na wschód. Na szczęście w naszym przypadku pracujemy głównie na rynku krajowym, w krajach Unii Europejskiej, czy Ameryki Północnej… Wracając do pytania – na pewno dla niektórych przedsiębiorstw ta sytuacja jest szansą. Europa Zachodnia traci dostawców np. półproduktów ze Wschodu, więc ta luka będzie z pewnością zagospodarowana także przez nasze przedsiębiorstwa. Polska nie jest mocno uzależniona od eksportu do Rosji, więc bilans ogólny powinien przynajmniej wyjść na zero, o ile nie na plus, ze względu na możliwość wejścia na rynki zachodnie w miejsce firm rosyjskich.